Print This Post Print This Post

Polonia-Ucraina, ancora gesti positivi (sotto la neve)

Polsko-ukraińskie pojednanie pod Lwowem
Mariusz Zawadzki, GW 2009-03-02 
Prezydenci Polski i Ukrainy wzięli w sobotę udział w obchodach 65. rocznicy masakry Polaków w Hucie Pieniackiej pod Lwowem. – Było to jedno z najstraszniejszych, najokrutniejszych wydarzeń w historii ludzkości – mówił Wiktor Juszczenko.
Leggi 
ZOBACZ TAKŻE
Milczenie jest złotem (02-03-09, 00:00): Okazało się, że szef Kancelarii Prezydenta i trzech wicemarszałków Sejmu z PiS, PSL i SLD są kompletnie zieloni w sprawie stosunków polsko-ukraińskich. Zanim jednak zaczną porządne korepetycje, mogliby przypomnieć sobie zasadę "milczenie jest złotem" – felieton Marcina Wojciechowskiego.  
Ukraińskie komentarze uroczystości w Hucie Pieniackiej (02-03-09, 00:00):
dziennikarz lwowskiej gazety "Wysoki Zamek"
Wielu ludzi ma za złe prezydentowi Juszczence, że przyjechał do Huty Pieniackiej. Uważają, że sprawa jest skomplikowana, a wina Ukraińców nieudowodniona. Słowa, które Juszczenko wypowiedział podczas uroczystości, nie obarczają winą Ukraińców. Ale fakt, że się tam pojawił, jest właśnie tak odbierany – jako przyznanie się do winy i przyjęcie wersji polskich historyków za obowiązującą. Dlaczego zatem Juszczenko tam pojechał? Z jednej strony on naprawdę chce wyjaśnienia historycznych sporów i pojednania polsko-ukraińskiego, z drugiej – chciał pewnie wyrazić wdzięczność Kaczyńskiemu, że twardo i wbrew Rosji popiera europejskie aspiracje Ukrainy. To jeden z niewielu przywódców europejskich tak przychylnych Ukrainie i Juszczence w szczególności. Udział Juszczenki na pewno posłuży relacjom polsko-ukraińskim na poziomie głów państw i rządów, ale jednocześnie zirytował niektórych mieszkańców zachodniej Ukrainy, co – zdaniem niektórych – oddala porozumienie na poziomie ludzkim.
Prof. Myrosław Popowycz, filozof
To ważne obchody, bo spotkali się na nich i mówili jednym głosem dwaj prezydenci reprezentujący w swoich krajach prawicę. Wydawałoby się, że takim najtrudniej będzie się dogadać. To dobrze wróży relacjom Polski i Ukrainy. Z drugiej strony większość Ukraińców w ogóle się Hutą Pieniacką nie przejmuje ani nawet w ogóle nie ma pojęcia o tym, co działo się tam 65 lat temu. Żyjemy kryzysem. Sprawa obchodów bulwersuje tylko grupkę nacjonalistów, którzy już się nie zmienią i zawsze będą w takich przypadkach protestować. Ale oni są marginesem ukraińskiego społeczeństwa, nie mają żadnego znaczenia. Po prawdzie trzeba przyznać, że sprawa pojednania między naszymi narodami nie leży już w gestii polityków. Oni zrobili, co do nich należało. Teraz sporne kwestie z przeszłości powinni rozstrzygnąć historycy, prowadząc obiektywne badania naukowe. Dla ich przeprowadzenia powinien powstać wspólny polsko-ukraiński instytut historyczny.
Prof. Jarosław Hrycak, historyk ze Lwowa
Spór polsko-ukraiński o rozliczenie i ocenę II wojny światowej jest w Polsce bardzo wyolbrzymiony. Na Ukrainie nikt się tym nie interesuje. Poza Juszczenką, który jest politykiem jakby wyjętym z XIX w., nieprzystającym do naszych czasów. Dlatego też staje się postacią coraz bardziej marginesową w ukraińskiej polityce. Juszczenko szczerze wierzy w politykę historyczną, jedna się z Polakami, obchodzi rocznice Wielkiego Głodu itp. Inni politycy, jak Julia Tymoszenko, podchodzą do polityki bardziej pragmatycznie – uważają, że lepiej zapomnieć o przeszłości i skupić się na teraźniejszości i przyszłości. Uważam, że pojednanie polsko-ukraińskie już się w dużym stopniu dokonało. Paradoksalnie, było dużo łatwiejsze niż pojednanie Ukraińców samych ze sobą. Wschodnia i zachodnia
Ukraina wciąż drastycznie różnią się w ocenie wydarzeń II wojny światowej, Związku Radzieckiego oraz w kwestiach obecnej polityki. To jest najważniejsze pojednanie, które musi się dokonać na Ukrainie.
——–
65 lat temu spacyfikowano polską wieś na Ukrainie. Co stało się w Hucie Pieniackiej
Rozmawiał Marcin Wojciechowski, GW 2009-02-27
Była to niemiecka pacyfikacja dokonana rękami ukraińskich żołnierzy SS – o masakrze w Hucie Pieniackiej mówi dr hab. Grzegorz Motyka: *dr hab. Grzegorz Motyka – jeden z najbardziej kompetentnych znawców stosunków polsko-ukraińskich w czasie II wojny. Opublikował m.in.: "Ukraińska Partyzantka 1942-1960. Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii", "Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie w Polsce 1943-1948", "Antypolska Akcja OUN-UPA 1943-1944. Fakty i interpretacje"

Marcin Wojciechowski: Co się zdarzyło 28 lutego 1944 r. w Hucie Pieniackiej pod Lwowem? Grzegorz Motyka: Żeby dobrze to zrozumieć, trzeba się cofnąć o kilka dni. 23 lutego w pobliże Huty Pieniackiej podszedł patrol IV pułku policji SS złożonego z ochotników do dywizji SS Galizien, głównie Ukraińców z Galicji. Doszło do potyczki z polską samoobroną Huty Pieniackiej. Dwóch żołnierzy SS zginęło. Patrol nie został całkowicie zniszczony, bo w sukurs przyszedł mu oddział Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Dzięki jego wsparciu patrol SS mógł się wycofać. Kilka dni później Niemcy, tak jak zazwyczaj w sytuacjach, gdy w okolicach wioski zginęli ich żołnierze, zarządzili pacyfikację Huty Pieniackiej. 28 lutego o świcie ekspedycja SS uderzyła na wioskę, zrównała ją z ziemią, mordując wszystkich mieszkańców, których udało się dopaść. Mieszkańcy byli dzieleni na grupy i systematycznie mordowani.
Ofiar było między 700 a 1000. – Podaje się różne liczby, od 600 do ponad tysiąca. Sądzę, że realna liczba mieści się między 600 a 800. Była to jedna z największych tego typu pacyfikacji dokonanych przez oddziały SS. Kilka miesięcy później 10 czerwca 1944 r. dywizja SS Das Reich z powodu porwania niemieckiego oficera przez francuski ruch oporu zarządziła pacyfikację francuskiego miasteczka Oradour-sur-Glane. Zginęło 642 Francuzów. Do dziś we Francji jest to sztandarowy przykład zbrodni wojennej. Z porównania liczby ofiar widać, że tu mieliśmy do czynienia z pacyfikacją o przynajmniej podobnej skali.
Niektórzy ukraińscy historycy powołują się na notatkę, że ukraińskie formacje brały udział w zdobyciu Huty Pieniackiej tylko do pewnego momentu, a mordu dokonali Niemcy.
– Chodzi o sprawozdanie Mychajło Chronowiata, członka wojskowej rady, czyli grupy zaufania przy dywizji SS Galizien. Sugeruje on, że IV pułk policji SS złożony z ochotników do SS Galizien zdobył Hutę Pieniacką 28 lutego nad ranem, ale potem wycofał się, oddając wieś do dyspozycji bliżej nieznanej niemieckiej grupie pacyfikacyjnej, która dokonała zbrodni. Od samego początku ten raport budził wątpliwości. Dlaczego Niemcy mieliby zmieniać skład ekipy pacyfikacyjnej? Nie po to ćwiczyli oddziały SS do akcji przeciwpartyzanckich, by potem zastępować je inną ekipą. Ocaleli polscy świadkowie tej zbrodni – kilkadziesiąt osób – nie zauważyli, żeby w trakcie pacyfikacji doszło do jakiejkolwiek zamiany wojska. Musiałoby to być jakoś widoczne. Po trzecie, parę lat temu w tomie opublikowanym wspólnie przez IPN i pion archiwalny Służby Bezpieczeństwa Ukrainy znalazł się dokument operacyjny opracowany przez KGB, w którym są zeznania jednego z uczestników napadu, członka UPA. Mówi on w nich wyraźnie, że w akcji brali udział nie tylko żołnierze IV pułku SS, ale także członkowie okolicznych oddziałów samoobrony ukraińskiej.
Dlaczego w takim razie lokalne władze we Lwowie czy Tarnopolu protestują przeciwko przypisywaniu tej zbrodni SS Galizien i UPA? – Opór przed uznaniem tej zbrodni wynika po części z tego, że przez wiele lat komuniści obciążali członków SS Galizien i UPA odpowiedzialnością zarówno za zbrodnie, które popełnili, jak i za te, które nie były ich udziałem. Rozpowszechniony jest w Polsce mit, iż dywizja SS Galizien brała udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Ten pogląd brał się stąd, że za SS Galizien brano rosyjską brygadę RONA Kamińskiego i jednocześnie jako ukraińskie traktowano wszystkie jednostki cudzoziemskie walczące po stronie niemieckiej, np. Azerów biorących udział w krwawej pacyfikacji Woli. Ukraińcy są bardzo czuli na tego typu przekłamania, natychmiast wychwytują błędy w polskiej historiografii, ale zarazem chcą wierzyć, że tego typu zbrodnie jak w Hucie Pieniackiej nie miały miejsca.
Czym była SS Galizien i w jakim kontekście powstała? W polskim pojmowaniu historii nie mieści się, że ktoś był gotów iść na ochotnika do oddziału u boku Niemców. – Zachodnioukraińskie środowiska narodowe od samego początku orientowały się na Niemcy, widząc w Berlinie jedyne państwo w Europie zainteresowane stworzeniem niepodległej Ukrainy. Te nadzieje nie spełniły się w roku 1941, ale część tych środowisk uważała, że Niemcy prędzej czy później zmienią zdanie. Gdy w 1943 r. Niemcy zdecydowali, że mogą stworzyć dywizję frontową SS Galizien – stworzoną wyłącznie z Ukraińców mieszkających w dawnych Austro-Węgrzech, o których Niemcy sądzili, że są lepsi rasowo od reszty narodu ukraińskiego – Ukraińcy odebrali to jako pierwszy krok do uznania ich aspiracji państwowotwórczych. Zgłosiło się kilkadziesiąt tysięcy ochotników. Przyjęto 20-30 tys. Z większości ochotników utworzono dywizję SS Galizien i kilka pułków policyjnych używanych do działań antypartyzanckich i pacyfikacyjnych.
IPN prowadził śledztwo w sprawie Huty Pieniackiej. Czy może żyć ktoś ze sprawców tej masakry? – Nie można tego wykluczyć. Żołnierze IV pułku policji SS są podejrzewani także o inne pacyfikacje w Galicji Wschodniej. Część tego pułku została potem rzucona na front pod Zbaraż i do Tarnopola, gdzie Niemcy toczyli bardzo ciężkie walki z Armią Czerwoną. Sporo tych żołnierzy zginęło. Pozostali zostali rozformowani i trafili w szeregi dywizji SS Galizien. Teoretycznie niektórzy mogli przejść z nią cały szlak aż do poddania się Brytyjczykom w maju 1945 r. na terenie Austrii.
Warto podkreślić, że dywizja SS Galizien działała pod niemieckim dowództwem. Moim zdaniem to zasadniczo odróżnia jej działania od tego, co stało się choćby na Wołyniu, gdzie samodzielne oddziały ukraińskie rozpoczęły akcję antypolską w 1943 r. W przypadku Huty Pieniackiej decyzję podejmowali Niemcy. Była to niemiecka pacyfikacja dokonana rękami ukraińskich żołnierzy SS. Mówię to nie dlatego, żeby relatywizować to, co się stało, ale takie po prostu są fakty
VEDI:
Prezydent: Ta zbrodnia zerwała nić zaufania między Polakami i Ukraińcami (28-02-09, 14:09): Prezydent Lech Kaczyński powiedział, że do tragedii na Wołyniu nie doszłoby, gdyby nie ówczesna tragiczna rzeczywistość. Lech Kaczyński uczestniczył w obchodach 65. rocznicy zagłady wsi Huta Pieniacka, w dawnym województwie tarnopolskim, obecnie na Ukrainie. W uroczystościach brał też udział prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. 
Ukraińscy nacjonaliści chcą uczcić pamięć ofiar "polskich szowinistów" (26-02-09, 11:18): Ukraińscy nacjonaliści zapowiedzieli, że odsłonią obelisk upamiętniający ofiary "polskich szowinistów". Ma on stanąć między wsiami Żarkiw a Huta Pieniacka na Lwowszczyźnie.
Ukraina/ Prezydent Kaczyński jedzie do Huty Pieniackiej + "Nasz Dziennik": prezydent ma być na obchodach mordu w Hucie Pieniackiej + SS Galizien to nie była zbrodnia zbiorowa  + Ukraina/ Huta Pieniacka: kolejny spór o historię: PAP 2009-02-19 – Ukraińcy ostrzegają, że zaplanowane na koniec lutego uroczystości poświęcone 65. rocznicy zbrodni na polskich mieszkańcach wsi Huta Pieniacka w obwodzie lwowskim mogą przerodzić się w kolejną, polsko-ukraińską wojnę o historię. "Mogą być problemy, i to duże" – powiedział PAP proszący o anonimowość przedstawiciel lwowskiej administracji obwodowej (wojewódzkiej).
Jak napisała w czwartek "Rzeczpospolita", pamięć polskich ofiar mordów zamierza uczcić stowarzyszenie Huta Pieniacka.
"28 lutego 1944 r. w tej miejscowości oddziały UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) i SS Galizien wymordowały około tysiąca polskich mieszkańców" – czytamy w "Rzeczpospolitej".
Według dziennika przedstawiciele polskich organizacji kresowych i mieszkający na Ukrainie Polacy oburzeni są sugestiami władz samorządowych we Lwowie, by w oficjalnych wystąpieniach w trakcie uroczystości nie mówić o Polakach zamordowanych przez UPA, ale o "ofiarach lokalnych konfliktów".
"Gdyby chodziło o rzeczywiste upamiętnienie ofiar, to nie mielibyśmy nic przeciwko. Temat Huty Pieniackiej jest jednak wykorzystywany przez niektóre środowiska w Polsce w celu poniżenia Ukrainy jako państwa i Ukraińców jako narodu" – oświadczył w rozmowie z PAP wiceprzewodniczący nacjonalistycznej partii "Swoboda" Ołeh Pankewycz.
Jak wyjaśnił, strona polska nie ma żadnych dowodów, że zbrodni dokonała UPA we współpracy z SS-Galizien.
"Fakty wspólnych działań tych formacji nie są znane. Ta akcja została przeprowadzona przez Niemców w odwecie za zabicie ich dwóch żołnierzy. To oni odpowiadają za tę haniebną zbrodnię. Dlaczego Polacy nie mówią o polskich bojówkach z Huty Pieniackiej, napadających na sąsiednie, ukraińskie wsie? Tu chodzi wyłącznie o oskarżenie o to Ukraińców. Tę wersję (o odpowiedzialności Niemców – PAP) potwierdzają żyjący do dziś (na Ukrainie – PAP) świadkowie" – powiedział Pankewycz.
Wiceprzewodniczący "Swobody" zastrzegł, że działacze jego partii nie będą przeszkadzać w uroczystościach, które przygotowywane są w Hucie Pieniackiej.
"Nikomu nie możemy zabronić upamiętniania swoich ofiar. Jeśli jednak uroczystości przerodzą się w antyukraiński sabat, będziemy dążyć do tego, by jego uczestnicy zostali uznani za osoby niepożądane w naszym kraju" – uprzedził Pankewycz.
Zdaniem lwowskiego publicysty Antona Borkowskiego różnice w podejściu do wspólnej, polsko-ukraińskiej historii byłyby mniej widoczne, gdyby władze tych dwóch państw wykazały się większą odpowiedzialnością i dbałością o tę dziedzinę.
"Zbierzmy naukowców z Instytutów Pamięci Narodowej z obu stron granicy i dokonajmy wspólnej, oraz – podkreślam – publicznej analizy wydarzeń historycznych. Pokażmy dokumenty, konkretne argumenty, które wskażą, kto i za co odpowiada. Póki tego nie uczynimy, podobnych sporów nie unikniemy" – powiedział Borkowski korespondentowi PAP.

Lascia un comento

 

 

 

Puoi usare questi tag

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>