Print This Post Print This Post

Crisi politiche in Ungheria e in Cechia

RASSEGNA ITALIANA – di Ada Pagliarulo, Paolo Martini
A poche ore dalla decisione del premier ungherese Gyursany di lasciare il governo, arriva la notizia della sfiducia al premier ceco Topolanek. L’opposizione punta alle elezioni anticipate. La mozione del Partito socialdemocratico e di quello Comunista criticava la gestione della crisi economica. Il rischio ora, sottolineano i quotidiani è che, in pieno semestre di presidenza ceca, al suo primo viaggio in Europa, il presidente Obama trovi il nostro continente politicamente decapitato. Sul Sole 24 Ore, il Corriere della Sera, La Stampa.
———–
Topolanek upadł w Pradze i w Brukseli
Lubosz Palata, Praga, Gazeta Wyborcza 2009-03-24
Czechy, które przewodniczą Unii Europejskiej, nie mają rządu. – Czesi mieli szanse na dobrą prezydencję, ale strzelili sobie samobója – komentuje polski analityk pracujący w Brukseli…
opinione: Paweł Świeboda, szef Centrum Strategii Europejskiej “DemosEuropa”
Nie jest dobrze, że w środku poważnego kryzysu Unia straciła głowę. Ale Europa poradzi sobie jakoś z tym problemem, gdyż ma wystarczająco dużo amortyzatorów. Jakieś szybkie rozwiązanie np. w postaci tymczasowego premiera powinni zaproponować Europie Czesi. Tym bardziej że na początku kwietnia do Pragi na szczyt UE – USA ma przyjechać Barack Obama. W dłuższej perspektywie upadek rządu czeskiego w czasie sprawowania przewodnictwa w UE to kolejny i to mocny argument za jak najszybszym wprowadzeniem w życie traktatu lizbońskiego. Gdyby traktat obowiązywał, upadek Topolanka nie byłby aż tak wielkim problemem, gdyż wielkimi sprawami politycznym zawiadywałby stały przewodniczący Rady UE (tzw. prezydent Europy), a posiedzeniami szefów unijnej dyplomacji kierowałby wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej. Najbardziej niepokojące jest to, że upadek rządu kraju przewodzącego Unii pogłębia i tak dotkliwy kryzys europejskiego przywództwa. Parlamentu Europejskiego właściwie już nie ma, bo przygotowuje się do wyborów w czerwcu. Nie wiadomo, kiedy i jak zostanie wybrany nowy szef Komisji Europejskiej. A stara Komisja, choć ma działać do końca roku, przez ostatnie miesiące powstrzymywać się zapewne będzie z kluczowymi decyzjami.
opinione: Piotr Maciej Kaczyński, analityk brukselskiego Centrum Studiów nad Polityką Europejską
Skutki można rozpatrywać na dwóch poziomach. Na poziomie operacyjnym, przygotowania dokumentów, prowadzenia spotkań nic się nie zmieni. Problem jest na poziomie politycznym – Czesi tracą rolę przywódcy Unii. Zanim ta prezydencja się zaczęła, nie spodziewano się po niej niczego dobrego. Premier Topolanek stopniowo zdobywał szacunek. Udało mu się załatwić rosyjsko-ukraiński problem gazowy, później prezydent Francji Nicolas Sarkozy palnął o przenoszeniu produkcji samochodowej za granicę, Topolanek mu odpowiedział i zaczęła się dyskusja o protekcjonizmie.
Na ostatnim szczycie przywódców w ubiegłym tygodniu Topolanek także dobrze sobie poradził i doszło do pewnego przełomu w jego ocenie. Do tego czasu większość oceniała go raczej źle, od piątku – większość raczej dobrze. Czeski rząd dostał wiatr w żagle. Miał szansę na dobrą prezydencję. Trwało to jednak tylko do dziś. Czesi strzelili sobie samobója. Na szczęście, większość spraw, które stawiali sobie za cel, jak choćby Partnerstwo Wschodnie, już została zdecydowana. Politycy podjęli decyzję i teraz trzeba je będzie tylko zamienić na decyzje formalne na niższym szczeblu. Ale sprawy polityczne, które chcieli jeszcze załatwić, przepadły. Chcieli np. popchnąć negocjacje członkowskie z Turcją. Zupełnie inna będzie też pozycja Topolanka na zbliżającym się szczycie G20 o regulacjach finansowych. Teraz nie ma szans, by ktoś potraktował Topolanka poważnie.
opinione: Marcus Meckel, poseł SPD
Tego można się było spodziewać. Gdy Czesi zaczynali prezydencję, wiedzieliśmy przecież, że rząd nie ma mocnego oparcia, a na dodatek ma problemy z eurosceptycznym prezydentem Klausem. Liczę, że w Pradze politycy się ze sobą dogadają i prezydencję uda się dokończyć bez zgrzytów. Podobne życzenie mają politycy we wszystkich unijnych stolicach. Po czeskim kryzysie widać jak na dłoni, dlaczego trzeba było zmienić zasady przewodniczenia UE. Myślę, że ci, którzy niechętnie patrzyli na traktat lizboński, teraz zmienią zdanie. Upadek rządu Topolanka to fatalna wiadomość, nie tylko z powodu osłabienia unijnej prezydencji. To kolejny w ostatnim czasie upadek rządu w nowym kraju UE, po Łotwie i Węgrzech. Powód z grubsza jest ten sam – kryzys gospodarczy. Efekty również są podobne, wschód Unii Europejskiej niebezpiecznie pogrąża się w politycznej niestabilności. To sygnał dla całej Europy: nowym członkom trzeba wreszcie pomóc walczyć z kryzysem.
opinione: Jean Quatremer, korespondent francuskiego dziennika “Liberation” w Brukseli
Opozycja chce, by Topolanek został aż do wyborów europejskich 4-7 czerwca. Oznacza to, że prezydencję będzie sprawować rząd tymczasowy, całkowicie bezsilny. Do tej pory Topolanek nie wykazywał wiele inicjatywy, a teraz nie będzie wykazywał jej wcale. Wszystkie kwestie będzie też oceniał z punktu widzenia polityki krajowej. To oznacza, że Europa będzie sparaliżowana. Opóźni się też zapewne kwestia ratyfikacji przez Czechów traktatu lizbońskiego.
Czeską prezydencję oceniałem źle. Dziś wszyscy wiedzą, że by przeciwdziałać kryzysowi, trzeba działać razem na poziomie europejskim. Tylko Praga tego nie dostrzegała. Nawet w przypadku kryzysu rosyjsko-ukraińskiego Czechom zajęło dziesięć dni, zanim wzięli się do roboty. Także wojnę w Gazie uznawali początkowo za nie swój problem. Czesi mogli poczekać z regulowaniem swych spraw wewnętrznych. Obalenie rządu to dowód całkowitego prowincjonalizmu.
———–
Mirek Topolanek, przegrany premier
Jacek Przybylski , Katarzyna Zuchowicz, Rzeczpospolita 25-03-2009
Na czele czeskiego rządu stanął we wrześniu 2006 roku. Od siedmiu lat jest przywódcą Obywatelskiej Partii Demokratycznej. Szefostwo objął po prezydencie Vaclavie Klausie, z którym poróżnił się, gdy osłabł jego eurosceptycyzm.
Ma 52 lata i jeszcze do niedawna osiągał same sukcesy. Pierwsza wielka porażka przyszła w ubiegłym roku, gdy ODS sromotnie przegrała wybory lokalne, a komuniści pierwszy raz wrócili do władzy. Potem z honorowego członkostwa w ODS zrezygnował Klaus. Odeszło też kilku deputowanych i ODS groził prawdziwy rozłam. Poszło m.in. o traktat lizboński, którego prezydent jest wielkim przeciwnikiem. Co prawda Topolanek też deklaruje, że dokument mu się nie podoba, ale twierdzi, że warto w tej kwestii poświęcić się dla UE. Ostatnio obiecywał wręcz, że czeski parlament ratyfikuje traktat do kwietnia. Podobnie mówi o euro. Nie spieszy się z jego przyjęciem i nie jest jego zwolennikiem, ale powtarza, że Czechy przyjmą unijną walutę, jeśli będzie to dla nich korzystne.
Mimo problemów w ODS, przetrwał i na niedawnym zjeździe partii ponownie został wybrany jej szefem.
W 2007 roku głośno było o jego życiu prywatnym, choć Czesi zarzekali się, że – jako liberalny naród – życie intymne premiera wcale ich nie interesuje. Topolanek zostawił wówczas żonę Pavlę, z którą ma troje dzieci, dla młodszej od siebie wiceprzewodniczącej parlamentu Lucie Talmanovej, która urodziła mu syna…
Gabinet Topolanka i tak miał problem, po półrocznym przewodnictwie charyzmatycznego Nicolasa Sarkozy’ego, z udowodnieniem, że jest w Unii aktywny. Teraz na pewno lista chętnych do wyręczenia Czechów w faktycznym przewodzeniu Unii w ważnych sprawach jeszcze się wydłuży. A duże kraje uznają, że trzeba wziąć unijne sprawy w swoje ręce. I jeszcze jedno. Kryzys gospodarczy zwiększył zapotrzebowanie Unii na silnego lidera, który nie zmieniałby się co pół roku i nie byłby zależny od wewnętrznych zawirowań. Kazus Topolanka daje zwolennikom traktatu lizbońskiego, w którym wprowadzana jest funkcja stałego przewodniczącego Rady UE, silny argument.
———
Węgierska lekcja ostrej polityki
Komentarz Jana Rokity, Dziennik, poniedziałek 23 marca 2009
Zapowiedź ustąpienia premiera Węgier Ferenca Gyurcsanya nie tylko usuwa “przeszkodę w ratowaniu Węgier”, jaką jest on sam – dawny komunista, biznesmen, milioner, a przy tym skompromitowany premier. Jest ona także znakiem rychłej utraty władzy przez węgierską lewicę i powrotu dwukrotnie o włos przegranego Victora Orbana – pisze Jan Rokita….
Jednak synergia skali węgierskiego kryzysu (ostatnio na Węgrzech zbankrutowało 7 tysięcy firm!) oraz skali odkrytych kłamstw ekipy Gyurcsanya (zdymisjonowano np. szefa GUS, aby przesyłać fałszywe dane statystyczne do Brukseli) – uczyniła wyłom w owych okopach. Po raz pierwszy od wielu lat Fidesz – podobnie jak PO w Polsce – otrzyma poparcie części tradycyjnie lewicowych wyborców. I ten fakt przesądza przyszły kształt węgierskiej polityki.
Dla Polski nieodległy powrót Orbana ma znaczenie, gdy idzie o kształtowanie europejskiej polityki na Wschodzie. Prawdopodobnie ostatnią znaczącą decyzją Gyurcsanya było zawarcie 10 marca – tuż przed zapowiedzią dymisji – dwóch umów z Gazpromem o budowie rosyjskiej rury gazowej przez Węgry (tzw. South Stream) oraz potężnych magazynów rosyjskiego gazu.
Zwłaszcza decyzje o rurze nie wydają się jednak nieodwracalne. Wrażliwość Orbana w sprawach wschodnich jest zbliżona do polskiej; polska polityka wzmocniłby się więc wraz z jego powrotem. Fidesz występuje z wartą poważnego namysłu koncepcją utworzenia Środkowoeuropejskiego Funduszu Energetycznego przez narodowe koncerny naftowe krajów leżących między Tallinem a Zagrzebiem. A na tym rynku największym graczem jest polski Orlen.
Na europejskiej arenie Orban – gorliwy protestant – jest także potencjalnym sojusznikiem Polski wszędzie tam, gdzie toczy się spór o religię, tradycję i obyczaje. Bywaliśmy osamotnieni na tych polach w Unii, a Orban będzie się sytuować zapewne na prawo i od Tuska, i od Kaczyńskiego. Najlepszą zapowiedzią dla nas jest jednak to, że Fidesz i jego przywódcy mieli zawsze ten charakterystyczny rys fascynacji Polską, polską religijnością, a zwłaszcza fenomenem “Solidarności”. I ten właśnie rodzaj więzi buduje nadzieję odnowy martwej dziś polsko-węgierskiej wspólnoty politycznej w Europie.
———
Dlaczego upadł rząd w Pradze
Lubosz Palata, Praga, GW 2009-03-26
… Ratyfikacja traktatu w senacie stoi pod wielkim znakiem zapytania nie tylko dlatego, że wśród senatorów ODS jest znacznie więcej zwolenników prezydenta. – To bardzo prawdopodobne, że traktat zostanie zablokowany. Obalony premier Mirek Topolanek nie będzie miał ani wystarczającego autorytetu, ani specjalnej ochoty, by popychać do przodu sprawę ratyfikacji w senacie – twierdzi analityk polityczny Petr Holub. – I możliwe, że traktat będzie musiał poczekać na nowy senat, który ma być wybrany jesienią 2010.
Nieratyfikowania traktatu w senacie też bardzo się obawia znany politolog Ji ~ Pehe. “Jeśli do upadku rządu dojdzie jeszcze kwestia Lizbony, to datę 24 marca zapamiętamy naprawdę bardzo dobrze. Może to być początek wielkich problemów nie tylko w Republice Czeskiej, ale i w całej Unii Europejskiej” – pisze w swoim blogu Pehe. “Państwa tworzące twarde jądro Unii zapamiętają to sobie, a Czechy znajdą się na peryferiach Unii. A na takie peryferyjne kraje – jak wszyscy dobrze wiemy – czyha Rosja” – dodaje Pehe.

Lascia un comento

 

 

 

Puoi usare questi tag

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>