Print This Post Print This Post

Sulla II guerra mondiale oggi in Polonia

58 centymetrów Stalina
Leopold Unger, GW 2009-08-18
Kiedy zaczęła się II wojna światowa? Zależy dla kogo. Dla Polaków 1 września inwazją niemiecką od zachodu uzupełnioną 17 września najazdem sowieckim od wschodu. Dla Francuzów i Brytyjczyków 3 września, czyli w dniu ogłoszenia wojny z Niemcami. Dla Belgów w maju 1940, kiedy Wehrmacht rozbił mit o ich neutralności. Dla Amerykanów w grudniu 1941 po ataku na Pearl Harbor. Dla ZSRR 22 czerwca 1941 po zdradzie hitlerowskiego alianta. Dla mnie wojna zaczęła się 23 sierpnia 1939 telegramem od ojca z poleceniem natychmiastowego powrotu z kolonii w Zakopanem do Lwowa. Polecenie zbędne, bo ewakuacja i tak już była w toku. Ojciec – tak jak większość ojców w Polsce – miał rację. Pakt o nieagresji podpisany tego dnia w Moskwie przez Ribbentropa i Mołotowa oznaczał wojnę, wolne ręce dla Niemców na zachodzie i zabór wschodniej i północnej Europy przez ZSRR, czwarty rozbiór Polski. Reszta jest znana, ale ciągle nie dla wszystkich jasna. Poważni historycy nie mają wątpliwości. Są teksty i mapy, była defilada w Brześciu i pogarda Mołotowa dla “wersalskiego bękarta”. Są mikrofilmy, kopie wszystkich dokumentów, 10 tys. stron, 20 filmów. Hitler tuż przed końcem wojny kazał je zniszczyć, ale dyplomata i tłumacz Karl von Loesch nie posłuchał Führera i zamiast zniszczyć mikrofilmy, zakopał je w ogrodach zamku Schönberg. A w maju 1945 roku przekazał je Anglikom. Spór jest już tylko polityczny. Dla Europy i dzisiejszych Niemiec pakt był najbardziej cyniczną operacją II wojny, aktem założycielskim powojennego europejskiego imperium sowieckiego. Dla Moskwy był manewrem Stalina, który opóźnił o dwa lata hitlerowską agresję i pozwolił lepiej (wiadomo, jak wyglądała) przygotować obronę ZSRR. Premier Putin, który uważa, że rozpad ZSRR był największą geopolityczną tragedią XX wieku, nie chce uznać bandyckiego charakteru paktu. Ja go rozumiem. Podważyłby wtedy całą oficjalną rosyjską historiografię II połowy XX wieku, kremlowską wykładnię “prawomocności” zaborczej powojennej sowieckiej polityki imperialnej. A także unieważniłby jeden z filarów nowego patriotyzmu, ogromnego przedsięwzięcia, jakim jest jego próba tchnięcia w młodzież rosyjską nowej świadomości narodowej. Interpretacja “paktu szatanów” jest ciągle w oku cyklonu zwanego polityką historyczną, tematem kontrowersji i przeszkodą w poprawie stosunków polsko-rosyjskich. 1 września kanclerz Angela Merkel i premier Władimir Putin będą na Westerplatte gośćmi premiera Donalda Tuska. To dyplomatyczny, choć ryzykowny, sukces Tuska, ale przede wszystkim dowód odwagi Merkel i Putina. Nikt nie oprze się wywołaniu z pamięci zjawy obecności tych państw w Polsce we wrześniu ’39. Dziś oboje mają na ten wrzesień inne spojrzenie, ale oboje wiedzą, że kwestia wiarygodności Rosji będzie tak długo otwarta, jak długo prawda o diabelskiej zmowie pozostanie w Moskwie zamknięta. Jak długo w podręcznikach rosyjskich nie będzie mapy wschodniej Europy z wyrysowanymi dokładnie strefami wpływów obu zaborców. Mapa, oryginał w kolorach, 120 na 110 cm, to część traktatu o przyjaźni podpisanego 28 września 1939 jako uzupełnienie decyzji o podziale łupów z 23 sierpnia. Ribbentrop dał mapę do podpisu Stalinowi. Generalissimus podpisał (litery jego podpisu mają na mapie 58 cm wysokości) i zapytał: “Czy mój podpis wydaje się wam wystarczający przekonywający?”. Ciągle jest przekonywający. Dlatego w 70. rocznicę tego podpisu warto mapę na nowo odczytać, a wysokość liter w słowie Stalin zacząć skracać. ————-
Poplątana pamięć o II wojnie
Wojciech Szacki, Gazeta Wyborcza 2009-08-18
Okrutny Ukrainiec, czasem dobry Niemiec i Polacy cierpiący bardziej niż Żydzi. O wstydliwych wydarzeniach wolimy zapomnieć – taki obraz wojny wyłania się z wielkiego sondażu dla Muzeum II Wojny Światowej “Gazeta” prezentuje wyniki największego w historii badania pamięci i wiedzy Polaków o II wojnie, które dla powstającego Muzeum II Wojny Światowej przeprowadził Pentor. Na badania składał się ogólnopolski sondaż oraz dyskusje w Warszawie, Katowicach, Przemyślu i Gdańsku. II mondiale bisCo mówią te dane? Obraz wojny daleki jest od stereotypowego, lansowanego w PRL konfliktu Polski z hitlerowską III Rzeszą. – To raczej wizja chaosu, wojny wszystkich ze wszystkimi, załamania się ładu. Są Niemcy, ale też Rosjanie, Ukraińcy, partyzanci nie zawsze przyjaźnie nastawieni do ludności – mówi socjolog z Pentora Piotr Kwiatkowski. Jaka jest więc pamięć II wojny? Wierzymy, że w czasie wojny Polacy byli masowo bohaterscy. 87 proc. badanych twierdzi, że Polacy byli zaangażowani w walkę z okupantem, a 80 proc. – że pomagali Żydom. Zdecydowana większość uważa, że są w historii II wojny postaci i wydarzenia, z których możemy być dumni. Najwięksi bohaterowie to gen. Władysław Sikorski, gen. Władysław Anders i św. Maksymilian Kolbe. Chlubne wydarzenia to Powstanie Warszawskie i kampania wrześniowa. Z oporami przyznajemy się do wydarzeń, które przynoszą nam wstyd. O tym, że takie były, przekonanych jest ledwie 17 proc. Polaków. I to mimo powszechnej wiedzy o Jedwabnem, gdzie Polacy w 1941 r. zabili kilkuset Żydów. Okazuje się, że popularniejszy jest pogląd, że masakra była dziełem Niemców. – Są hamulce świadomości narodowej, które utrudniają przyjęcie prawd bolesnych – mówi Paweł Machcewicz, historyk i dyrektor powstającego Muzeum II Wojny Światowej. Polacy wierzą, że ze wszystkich narodów to my cierpieliśmy najbardziej. Bardziej nawet niż Żydzi. – To niezgodne z realiami. Polacy wycierpieli więcej niż wiele narodów, ale to Żydzi byli w całości skazani na zagładę – zaznacza Machcewicz. Po 70 latach od wybuchu II wojna widziana jest przede wszystkim oczami cywili. W rozmowach o wojnie główne tematy to życie codzienne, losy rodziny, praca przymusowa, obozy, wysiedlenia i głód. Doświadczenia militarne są na dalszym planie. Pamięć o wojnie jest zróżnicowana regionalnie. Na Śląsku aż 20 proc. ankietowanych przyznaje się do dziadka w Wehrmachcie. – Mój dziadek miał dwóch wybitnych dowódców: Erwina Rommla w Afrika Korps i Władysława Andersa pod Monte Cassino – opowiada jeden z ankietowanych. Na wschodzie żyje pamięć rzezi na Wołyniu. Stereotyp okrutnego Ukraińca jest tak silny, że w pamięci Polaków lepiej wypadają wojenne kontakty z Niemcami niż z Ukraińcami. W Gdańsku powtarzają się opowieści o brutalnym wejściu Armii Czerwonej. Nierzadkie są relacje idące w poprzek oficjalnej wizji historii. Powtarza się wątek “dobrego Niemca” – że miał rozstrzelać, ale strzelił w powietrze, że ostrzegł przed aresztowaniem itp. – Jak Niemcy weszli w 1939 r. do domu i jeden zobaczył zdjęcie legionisty Piłsudskiego, to zasalutował i powiedział “Zdejmij je, bo jutro wejdą bolszewicy, a jak zobaczą to zdjęcie, to po tobie” – opowiada jeden z badanych. Nie ma zgody, czy Polskę można zaliczyć do zwycięzców II wojny. O tym, że tak było, jest przekonanych 31 proc. Tyle samo uważa, że zwycięstwo było niepełne, a co czwarty twierdzi, że Polski nie można uznać za zwycięzcę.
Pentor dla Muzeum II Wojny Światowej, czerwiec-lipiec, próba reprezentatywna 1200 osób. To pierwsza od lat 60. próba zbadania pamięci i wiedzy Polaków o II wojnie. Pierwszy raz spytano o konflikt polsko-ukraiński i okupację sowiecką.
————
Sondaż. Nasza duma i wstyd
Wojciech Szacki, GW 2009-08-19
Polakom trudno się pogodzić z tym, że w czasie wojny były postaci i wydarzenia, które przyniosły nam wstyd. Dumni jesteśmy z generałów Sikorskiego i Andersa, Powstania Warszawskiego i kampanii wrześniowej.
Gazeta” prezentuje wyniki wielkiego badania pamięci i wiedzy Polaków o II wojnie, które dla powstającego Muzeum II Wojny Światowej przeprowadził Pentor. 70 lat po napaści Niemiec na Polskę wojną bardzo interesuje się 16 proc. Polaków, dla 36 proc. jest ona średnio interesująca, a dla 48 proc. nieciekawa. A jak ją pamiętamy? – Po wojnie ukształtował się jednoznacznie pozytywny obraz zachowań Polaków – mówi socjolog Piotr Kwiatkowski z Pentora. – Ale rzeczywistość okazuje się złożona, a nam trudno się z tym pogodzić. Znajomość jasnych stron jest znacznie częstsza i głębsza niż wiedza o tym, co złe – dodaje. Zwięźle ujął to jeden z badanych: – Nie chce się tego pamiętać, czy byli źli Polacy. matrycka nowa70 proc. Polaków uważa, że są postaci z czasów wojny, z których możemy być dumni (przeciwnego zdania jest 6 proc.). Na pierwszym miejscu jest premier i wódz naczelny gen. Władysław Sikorski, który w lipcu 1943 r. zginął w katastrofie na Gibraltarze. Za nim gen. Władysław Anders, twórca Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, dowódca 2. Korpusu Polskiego, zwycięzca spod Monte Cassino. Za wojskowymi jest św. Maksymilian Kolbe, który oddał życie za innego więźnia obozu koncentracyjnego Auschwitz. I Irena Sendlerowa, Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, która uratowała 2,5 tysiąca żydowskich dzieci. Rzadziej wymieniani byli mjr Henryk Dobrzański “Hubal”, prezydent Warszawy Stefan Starzyński (“To jak burmistrz Nowego Jorku Giuliani, który 11 września był z mieszkańcami” – powiedział jeden z ankietowanych) i gen. Stanisław Maczek. Mniej niż 3 proc. wskazań padło na Emila Fieldorfa “Nila”, Janusza Korczaka czy komendanta AK gen. Tadeusz Bora-Komorowskiego (badani mogli wymienić kilka nazwisk). Bohaterów cenimy przede wszystkim za cnoty militarne: dobre dowodzenie, przewodzenie narodowi (15 proc. wskazań), męczeńską śmierć (11 proc.), a także za walkę w podziemiu (10 proc.), odwagę (9 proc.), pomoc Żydom (6 proc.). “Sendlerowa, Korczak to jednostki, ale dawały światło innym” – powiedziała jedna z badanych. 73 proc. Polaków uważa, że są wydarzenia, z których możemy być dumni. W pierwszym rzędzie wymieniają Powstanie Warszawskie (34 proc.), potem bitwy września, walki Wojska Polskiego na Zachodzie, ruch oporu i pomoc Żydom. – II wojna w badaniach pamięci przeszłości Polaków od lat 60. jest na pierwszym miejscu wśród wydarzeń będących powodem do dumy. Niezmiennie dwa wydarzenia z czasów wojny, które budzą największą dumę, to Powstanie Warszawskie i kampania wrześniowa – zauważa w rozmowie z “Gazetą” socjolog prof. Barbara Szacka. Z drugiej strony 27 proc. ankietowanych uważa, że były postaci, które przyniosły Polakom wstyd. Ale tu odpowiedzi są głównie zbiorowe: “zdrajcy, kolaboranci”, “donosiciele, konfidenci”, “folksdojcze”, a pierwszym antybohaterem z imienia i nazwiska jest Bolesław Bierut (zapewne wyróżniony w ten sposób za to, że w czasie wojny “instalował” w Polsce komunizm). Niepopularny jest pogląd, że są wydarzenia, które przyniosły Polakom wstyd – uważa tak zaledwie 17 proc. (wymieniają szmalcownictwo, kolaborację, podpisywanie volkslisty). Przeciwnego zdania jest 36 proc., reszta wybiera odpowiedź “nie wiem”. Rozmowa z Pawłem Machcewiczem historykiem, dyr. powstającego Muzeum II Wojny Światowej Wojciech Szacki: Polacy niechętnie przyznają, że były wydarzenia w czasie wojny, które przynoszą nam wstyd. Uważa tak tylko 17 proc. badanych. Mało kto wymienia też postaci, które przynoszą nam wstyd. Paweł Machcewicz, historyk, dyrektor powstającego Muzeum II Wojny Światowej: W okupowanej Polsce nie było masowej kolaboracji i postaci, która mogłaby to symbolizować. Są lokalnie lub środowiskowo znane postaci jak Wacław Krzeptowski, lider Goralenvolk czy aktor i konfident gestapo Igo Sym. Bardzo interesujące, że to Bolesław Bierut jest pierwszym czarnym charakterem z imienia i nazwiska. Więc kolaboracja, zdrada w czasie wojny kojarzą się dziś przede wszystkim z działaniami na rzecz ZSRR dążącego do podporządkowania Polski. Kolejne miejsca w tym rankingu wstydu też zajmują komuniści: Karol Świerczewski, Wanda Wasilewska. Z badań wynika, że Polacy mają pozytywną samoocenę, duma zdecydowanie – i słusznie – przeważa nad wstydem. Te wyniki obalają tezę, jakoby III RP wpoiła Polakom poczucie wstydu za ich historię. Taka ocena była wypowiadana przy formułowaniu założeń polityki historycznej PiS. matrycka nowaWydawałoby się, że wiedza o Jedwabnem – gdzie w 1941 r. Polacy spalili kilkuset Żydów – powinna wystarczyć, by przyznać, że były wydarzenia, które przyniosły Polakom wstyd. – Wiedza o Jedwabnem jest rzeczywiście powszechna, tyle że nie wszyscy przyjmują do wiadomości, że to Polacy – inspirowani przez Niemców – byli sprawcami mordu na Żydach. Są hamulce świadomości narodowej, które utrudniają przyjęcie prawd bolesnych. To nie tylko polska specyfika. Oswajanie się Francuzów z wiedzą o różnych ciemnych kartach Vichy trwało długo. A bohaterowie? Sikorski, Anders, Kolbe… – Badania pokazują, że przez 20 lat III RP tworzy się nowa pamięć II wojny, wolna od komunistycznej indoktrynacji. Anders i Sikorski nie byli kochani przez PRL, a teraz są uważani za bohaterów. Na nową pamięć o wojnie wskazuje też wysoka pozycja na liście bohaterów takich osób jak Irena Sendlerowa czy pojawienie się na niej gen. Emila Fieldorfa. Badani wymieniali też rotmistrza Witolda Pileckiego. Pilecki i Fieldorf zostali po wojnie straceni, a Sendlerowa – zapomniana. To ostatnie lata przyniosły im zasłużoną sławę.
————- Muzeum II wojny potrzebne od zaraz
Grzegorz Motyka, GW 2009-04-08
II wojna światowa należy do najważniejszych doświadczeń historycznych mieszkańców Europy. Świadczą o tym uroczyście obchodzone rocznice jej wybuchu, zakończenia, ważniejszych bitew, np. lądowania w Normandii, czy coraz to nowe dzieła literackie i filmowe. O tym, iż pamięć wojny nie jest obojętna także dla polskiej opinii publicznej, przekonuje dyskusja wokół Muzeum II Wojny Światowej. Niedawno w “Przeglądzie Politycznym” (nr 91-92/2008) opublikowano zarys koncepcji programowej muzeum wraz z zapisem dyskusji, jaka wokół niej odbyła się w kancelarii premiera w październiku 2008 roku. Uważna lektura projektu przygotowanego przez prof. Pawła Machcewicza (dyrektora powstającej placówki) i dr. hab. Piotra Majewskiego skłania do wniosku, iż muzeum ma szansę stać się ważnym ośrodkiem prezentowania polskiego spojrzenia na II wojnę światową. Do takiego wniosku doszli też uczestniczący w dyskusji historycy, świetni znawcy okresu 1939-45, m.in.: Tomasz Szarota, Grzegorz Mazur i Andrzej K. Kunert. Zestawiając rzeczowe głosy opublikowane w “Przeglądzie Politycznym” z wypowiedziami na temat muzeum, które padały w “Rzeczpospolitej” i “Naszym Dzienniku”, trudno oprzeć się wrażeniu, iż głównym zarzutem pod adresem twórców nowej placówki jest fakt, że zamierzają stworzyć ją pod egidą rządu PO, a nie PiS, LPR i Samoobrony. Tłumaczyłoby to, dlaczego część polemistów z góry odmówiła autorom koncepcji dobrych intencji, choć akurat Machcewicz jak mało kto zasługuje na kredyt zaufania. Nie jest przecież osobą nieznaną, lecz autorem uznanych prac naukowych. W latach 2000-05 był dyrektorem i faktycznym twórcą Biura Edukacji Publicznej IPN. W tym czasie przykładał wiele uwagi do badań dotyczących lat wojny. Był współredaktorem tomu studiów “Wokół Jedwabnego”, pomysłodawcą takich wystaw jak “Z największą brutalnością. Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce” czy “Akcja AB – Katyń” (ukończono ją już po jego odejściu z IPN), za “jego czasów” wykonano gros prac nad głośnym “Atlasem polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956″. Choćby dlatego sugerowanie, że Machcewicz i Majewski dążą do rozmycia polskiej tożsamości i historii i roztopienia jej w Europie, jest zwyczajnie intelektualnie nieuczciwe. Niesmak budzi to, iż w tych atakach biorą udział niektórzy pracownicy IPN. Jako jeden z pierwszych koncepcję muzeum skrytykował były podwładny Machcewicza, od 2006 r. jego następca na stanowisku dyrektora BEP IPN – dr hab. Jan Żaryn. W wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” (nr z 4.11.2008) zarzucił twórcom projektu, że w ich “opowieści” narratorem jest “każdy i nikt”, “czasem kat, czasem ofiara”. Nie dość, że jego słowa mają się nijak do faktycznej koncepcji muzeum, to jeszcze nie wiadomo, dlaczego nagle zainteresował się II wojną światową. Wszak jako dyrektor BEP IPN ograniczył nad nią badania na rzecz zintensyfikowania prac dotyczących infiltracji opozycji w ostatnich latach PRL. Z tego powodu wyrzucono do kosza projekt stworzenia w IPN specjalnej sekcji do badania II wojny światowej, a w Gdańsku musieli odejść z pracy uznani historycy Armii Krajowej, uczniowie prof. Tomasza Strzembosza. Publikowane dziś przez IPN książki dotyczące lat 1939-45 są często zakończeniem prac zainicjowanych pod kierunkiem poprzedniego szefa BEP IPN. Można oczywiście różnie oceniać książkę o Lechu Wałęsie, ale nie ulega wątpliwości, że w wyniku takiej polityki pion edukacji IPN prędzej przygotuje z okazji Euro 2012 tom o relacjach piłkarzy z SB w PRL-u niż poszerzającą naszą wiedzę rozprawę o gestapo czy NKWD. O ile głos Żaryna ma – mimo wszystko – merytoryczny charakter, to trudno takowego się doszukać w wypowiedziach innych pracowników IPN. Jeden z nich w “Rzeczpospolitej” (15.12.2008) dopatruje się związków pomiędzy planowanym muzeum a scysją prezydenta Vaclava Klausa z Danielem Cohn-Benditem, inny – niemający w dorobku żadnych naukowych dokonań – w “Naszym Dzienniku” (24-26.12.2008) neguje kompetencje prof. Machcewicza do zajmowania się wojną, co chwila ujawniając własną ignorancję. Oburza się na przykład, iż w projekcie za jedną z największych zbrodni II wojny uznano mord na jeńcach Armii Czerwonej. Tymczasem świadczy to o kompetencji twórców projektu! Zimą 1941/42 r. wojska niemieckie wyniszczyły głodem i chorobami w obozach jenieckich około 2 milionów żołnierzy Armii Czerwonej, z czego 500-800 tys. na ziemiach polskich. Co ważne, sowieccy jeńcy zostali uznani przez Stalina za dezerterów i dlatego często po uwolnieniu z niemieckiej niewoli trafiali na długie lata do łagrów lub batalionów karnych. Dziś jest to temat wstydliwy tak dla Niemców (prawie nikt z odpowiedzialnych za tę zbrodnię żołnierzy Wehrmachtu nie został pociągnięty do odpowiedzialności), jak i Rosjan. Jest tu jeszcze polski wątek: zdarzało się, iż Niemcy za pomoc udzielaną uciekającym jeńcom karali tak jak za ukrywanie Żydów. Pomimo to Polacy, w tym niektórzy członkowie AK i BCh, nierzadko wyciągali pomocną dłoń. Za niesienie pomocy uciekającym czerwonoarmistom zamordowano co najmniej kilkuset polskich obywateli. Ratowali oni ludzi, których mieli pełne prawo po doświadczeniu 17 września 1939 r. uważać za przedstawicieli armii najeźdźców! Czy ich ofiara ma być wymazana z naszej pamięci? W cieniu publikacji o muzeum miała miejsce na łamach “Rzeczpospolitej” inna, niemniej interesująca i tylko z pozoru odrębna dyskusja o stosunku Polskiego Państwa Podziemnego do komunistów. Piotr Skwieciński (“1944: utracona szansa finlandyzacji Polski”, “Rzeczpospolita” z 6.12.2008) i Piotr Gontarczyk (“To nie była wojna domowa”, “Rzeczpospolita” z 27-28.12.2008) wyrazili w niej żal, iż AK nie przeprowadziła operacji mającej na celu pełną likwidację środowisk polskich komunistów. Ich zdaniem taka krwawa czystka, jeśli nie doprowadziłaby do finlandyzacji Polski (Skwieciński), to przynajmniej ograniczyłaby liczbę ofiar, które padły w wyniku represji komunistycznych (Gontarczyk). Słabości takiego rozumowania dobrze pokazał już Andrzej Friszke (“Status Finlandii czy wojna domowa?”, “Rzeczpospolita” z 20-21.12.2008). Jedyne, co Polska osiągnęłaby w wyniku takiej “operacji”, to kompromitacja na arenie międzynarodowej i łatka niemieckich kolaborantów. Owszem, Sowieci po przesunięciu się frontu i tak urządzili na żołnierzy AK polowanie, bezwzględnie ich mordując i wsadzając do obozów, ale ograniczenie przez główne siły polskiego podziemia antykomunistycznych i antysowieckich akcji w istocie do zbrojnej samoobrony (inaczej postąpiły NSZ, dążąc do wyniszczenia środowisk komunistycznych – Gontarczyk myli się, stawiając tu znak równości pomiędzy tymi obiema organizacjami) pozostaje dziś żywym dowodem na to, że Polacy uważali za głównego wroga Niemców. A nie jest to bez znaczenia w sytuacji, gdy w Rosji (i nie tylko) ukazuje się wiele publikacji pomniejszających wkład Polski w walkę z nazizmem. Dobrym przykładem jest nie tak dawno wydana książka Jeleny Jakowlewej “Polsza protiw SSSR 1939-1950″ (“Polska przeciwko ZSRR”, Moskwa 2007). Zręcznie manipulując faktami, autorka przedstawia polski rząd i podziemie jako awanturników odmawiających pójścia na kompromis z Sowietami. Według niej Polacy unikali większych działań przeciwko Niemcom, wszędzie gdzie się tylko da zawierając z nimi porozumienia. Jak pisze: “prawdziwa wojna zaczęła się dla AK nie w 1939, a w 1944 r., kiedy władza radziecka zaczęła robić porządek na ziemiach, które polscy stratedzy uważali za własne” (s. 317). By uwiarygodnić swoje tezy, Jakowlewa przywołuje prace polskich historyków, np. te, w których wyrażono żal, iż w 1939 r. Polska nie sprzymierzyła się z Hitlerem. Nie zdziwię się, jeśli w kolejnych rosyjskich pamfletach będą wykorzystywane – rzecz jasna, wyrwane z kontekstu i bez ich wiedzy, i zgody – słowa Skwiecińskiego i Gontarczyka. Powiem wprost – gdyby w przyszłym muzeum miała zwyciężyć wizja pochwalająca rozstrzeliwania komunistów, usprawiedliwiająca mordy polityczne w polskim podziemiu (np. zabójstwo Makowieckiego i Widerszala z Biura Informacji i Propagandy AK), zakładająca, że gen. Sikorskiego zabili właśni oficerowie, byłaby to klęska dla obrazu Polski w świecie. Można i należy dyskutować o naszym udziale w II wojnie – w tym także o stosunku do komunistów – ale w muzeum ekspozycje powinny być wolne, na tyle, na ile jest to tylko możliwe, od takich ideologicznych wojen i sporów. Krytycy koncepcji utworzenia muzeum wiele mówią o wyjątkowości polskiej historii, a jednocześnie jakby nie dowierzali własnym słowom, bojąc się porównań z innymi państwami. A właśnie dzięki takiemu zabiegowi można lepiej zrozumieć unikalność naszej historii. Przykładowo porównanie Powstania Warszawskiego z podobnymi wystąpieniami w Paryżu, na Słowacji czy w Pradze w niczym nie uwłacza powstańcom. Wprost przeciwnie, pokazuje, iż tylko Warszawie nie udzielono liczącej się pomocy. Po wybuchu powstań w Paryżu (sierpień 1944 r.) i w Pradze (maj 1945 r.) wojska koalicji antynazistowskiej natychmiast pośpieszyły im skutecznie z pomocą wszystkimi dostępnymi siłami. By pomóc powstańcom na Słowacji zmieniono kierunek sowieckiej ofensywy. Próba sforsowania przełęczy karpackich kosztowała Sowietów oraz Czechosłowaków około 80 tys. zabitych i rannych. Powstanie upadło, ale góry stanowiły znacznie trudniejszą przeszkodę do pokonania niż Wisła… Nie ma tu miejsca na omawianie koncepcji muzeum. Warto jednak zawczasu pomyśleć, by stało się ono miejscem dialogu polskich uczonych z kolegami po fachu z innych krajów. Bo muzeum, pomagając innym zrozumieć polski punkt widzenia, jednocześnie winno umożliwić nam zrozumienie wrażliwości pozostałych uczestników wojny. Taką funkcję mogłyby spełniać wystawy czasowe. Przyznam, iż sam chętnie zobaczyłbym wystawy przygotowane przez historyków francuskich, holenderskich, duńskich, ale też np. filipińskich (na Filipinach istniała silna antyjapońska partyzantka, a rzeź ludności cywilnej w Manili, stolicy tego państwa, pod niektórymi względami zdaje się przypominać to, co miało miejsce na Woli w sierpniu 1944 r.). Pamięć o II wojnie światowej jest i zawsze będzie ważną częścią europejskiej świadomości historycznej. To, jakie zajmiemy w niej miejsce, zależy w dużej mierze od nas. Utworzone w Gdańsku muzeum ma szansę stać się ważnym ośrodkiem nie tylko polskiej, ale i europejskiej opinii publicznej. Ale ostrość ataków na Machcewicza i Majewskiego pokazuje, że równie dobrze może stać się typowym symbolem naszych polskich swarów.
*dr hab. Grzegorz Motyka jest pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN. Napisał m.in. książkę „Ukraińska partyzantka 1942-1960”, Warszawa 2006 -
————-
Revista 22 – Romania
Lavinia Stan on Russia’s historical responsibility
The Organisation for Security and Cooperation in Europe (OSCE) passed a resolution at the beginning of July whereby the crimes of Stalinism are put on a par with those of the Nazis. The weekly magazine Revista 22 comments on Russian reactions to the resolution: “Stalin continues to be considered a hero [in Russia] because the Russians credit him with the victory over Nazi Germany. Eastern Europeans by contrast consider him guilty of making satellites of their countries and supporting bloody communist regimes that persecuted their own citizens. … [Russian] books go overboard glorifying the communist regime and its secret service, while the victims and their suffering are wrapped in a cloak of silence. Added to that, Moscow organises huge military parades reminiscent of Soviet times. So it’s not surprising that of all the post-communist governments, the Russian one has done nothing to shoulder responsibility for the crimes of communism (including those of Stalinism). It has even strengthened the former KGB structures, and its control over the political process.” (17/08/2009)
————
VEDI IL DOSSIER SULLA II
————
Polacy, Niemcy, Rosjanie o wrześniu 1939
Paweł Wroński, GW 2009-05-27
1 września 1939 roku jako młody żołnierz wkraczałem do Polski. Mimo że w Polsce pochowałem starszego brata, powtarzam, że Niemcy były krajem, które sprawadziły to nieszczęście – mówił wczoraj w Warszawie Richard von Weizsäcker
Były prezydent RFN wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim otwierał konferencję naukową “Geneza II wojny światowej” w warszawskim Zamku Królewskim. Konferencja zorganizowana przez MSZ Polski, Rosji i Niemiec jest częścią obchodów 70. rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej. W spotkaniu uczestniczą naukowcy z 12 krajów, w tym Niemiec, Rosji, Wlk. Brytanii i Francji. Prezydent Kaczyński na początku spotkania przypomniał, że nasz ówczesny przeciwnik to obecnie “podwójny sojusznik” – w NATO i Unii Europejskiej, a ZSRR – państwo, które przyczyniło się do wybuchu wojny – już nie istnieje. – Cieszę się, że takie przedsięwzięcie się udało, że ta konferencja odbywa się w Warszawie, a nie w Berlinie czy Londynie i przybyli na nią wybitni naukowcy – mówił Adam D. Rotfeld, b. szef polskiego MSZ. Prezydent von Weizsäcker mówił, że Europa podniosła się z gruzów – czego dowodem jest Zamek Królewski – ale nadal istotne jest wyciągnięcie wniosków z tamtych zdarzeń. – Pamięć nie jest obroną ani atakiem, ale najlepszym kluczem do budowania przyszłości – stwierdził. W przerwie dziennikarze pytali von Weizsäckera, jak ocenia stosunki polsko-niemieckie po publikacji w “Der Spieglu” – o współudziale innych europejskich nacji w Holocauście – oraz wystąpieniach polskich polityków mówiących o niemieckim zagrożeniu. – Nie rozumiem tez zawartych w pytaniu. Stosunki polsko-niemieckie są w dobrym stanie, i to jest najważniejsze – odpowiadał. Prowadzący obrady prof. Karol Modzelewski nawoływał, aby dyskusja historyków nie miała charakteru “budowania historii osądzającej”, w której przeprowadza się rachunek sumienia, ale za innych. Jednak w wypowiedziach historyków widać było, że mimo iż od wybuchu wojny minęło 70 lat, historycy w różny sposób rozkładają akcenty. Prof. Horst Moeller wskazywał, że dopiero podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow 23 września radykalnie zmieniło sytuację. – W osobie Stalina Hitler miał niezbędnego sojusznika – stwierdził. Co innego mówił prof. Anatolij Torkunow z moskiewskiego MGIMO. – Daniną krwi naród rosyjski zmazał winę paktu Ribbentrop-Mołotow – dowodził. Torkunow kilkakrotnie podkreślał, że polityka Stalina była amoralna i cyniczna, ale wtedy z jego punktu widzenia opcja współpracy z Hitlerem była racjonalna. Przypomniał, że późniejsze ofiary Hitlera współpracowały z nim, gdy doszło do rozbiorów Czechosłowacji (Węgry zajęły część Słowacji, Polska – Śląsk Cieszyński). Jego zdaniem ZSRR poważnie traktował rozmowy z Francją i Wielką Brytanią na temat budowy systemu wspólnego systemu bezpieczeństwa. Negowała to Sabine Dullin z paryskiej Sorbony. Według niej Stalin cały czas żył w przekonaniu, że zbliżają się wojny z krajami kapitalistycznymi. Stąd szpiegomania, czystki w kadrze Armii Czerwonej. Traktat z Hitlerem został przez władze na Kremlu przywitany z radością. Francuska badaczka zwróciła uwagę, że po okresie „skruchy” w rosyjskiej historiografii nastąpiły próby tłumaczenia polityki Stalina w duchu Realpolitik. Konferencja trwa dwa dni. Na dziś zaplanowana jest m.in. dyskusja panelowa “Historiografia i różne pamięci II wojny światowej”.
————-
Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku
groh, pap, GW 2009-08-12
1 września podczas obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej premier Donald Tusk ma podpisać akt erekcyjny Muzeum II Wojny Światowej. Muzeum ma powstać w ciągu pięciu lat w rejonie ul. Wałowej w Gdańsku, niedaleko historycznej Poczty Polskiej. 1 września na Westerplatte zostanie otwarta wystawa, którą muzeum przygotowało z okazji 70. rocznicy. Ekspozycja przybliży historię tego miejsca ze szczególnym uwzględnieniem 1939 roku, czyli samej obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej i kampanii polskiej z 1939 roku oraz okupacji niemieckiej. – Liczymy, że premier pokaże fragment tej wystawy dotyczący 1939 roku międzynarodowym gościom, którzy wezmą udział w uroczystościach – powiedział dyrektor muzeum Paweł Machcewicz. Dodał, że muzeum rozpisało już międzynarodowy konkurs na projekt wizualizacji scenografii wystawy głównej muzeum. Zgłosiło się do niego 15 firm designerskich z całego świata.
————–
Bartoszewski: Internacjonalne muzeum wojny
Władysław Bartoszewski, GW 2008-11-05
Nie powinniśmy tworzyć muzeum, które mówiłoby wyłącznie o cierpieniach narodu polskiego. Nie wolno nam lekceważyć martyrologii innych narodów. Tylko muzeum o charakterze internacjonalnym może poza tym podjąć wyzwanie, jakie stanowi dziś brak jednolitej pamięci o wojnie
Jak rozumiem, zostałem zaproszony do zabrania głosu na temat koncepcji programowej Muzeum II Wojny Światowej głównie z powodów ode mnie całkowicie niezależnych, to znaczy biologicznych. Urodziłem się bowiem w lutym 1922 roku i moje życie tak się ułożyło, że – poza walką na frontach – byłem bezpośrednio wplątany we wszystkie kluczowe wydarzenia, jakie rozegrały się na terenie ziem polskich w czasie wojny. Na własnej skórze doświadczyłem lęku, biedy, obozu koncentracyjnego, konspiracji wojskowej i cywilnej, Powstania Warszawskiego, stosunków wynikających z Holocaustu. Udało mi się przeżyć, ponieważ byłem wtedy młodym i mało znaczącym człowiekiem i miałem automatycznie dużo większe szanse niż ludzie, którzy byli na świeczniku. Ani sobie tego nie wybierałem, ani nie chciałem – byłem typowym Polakiem, z których większość chciała przecież po prostu normalnie żyć w normalnym, wolnym państwie. Z powodów mych doświadczeń życiowych niesłychanie zainteresowałem się wypowiedzią pana premiera Tuska skierowaną 11 grudnia ubiegłego roku przy lunchu w Berlinie do pani kanclerz Merkel o zamiarze powołania Muzeum II Wojny Światowej, którego wstępną koncepcję opracowali obecnie prof. Paweł Machcewicz i dr Piotr M. Majewski. Uważam za bardzo słuszne, że zdecydowali się oni poddać ją pod dyskusję już na samym początku przygotowań do powołania tej placówki. Zgadzam się z autorami koncepcji, że muzeum takie musi mieć charakter pod pewnymi względami selektywny. Przede wszystkim w żadnej mierze nie może zastąpić istniejących w Polsce miejsc pamięci, podobnie jak Yad Vashem i Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, które niezwykle szanuję, nie mogą zastąpić Oświęcimia, Majdanka, Treblinki – rzeczywistych miejsc męczeństwa i tragicznej śmierci milionów ludzi. Uważam również za słuszne, aby nie wchodzić w konkurencję z już istniejącymi bądź właśnie powstającymi w Polsce muzeami. Dotyczy to w pierwszej kolejności Muzeum Wojska Polskiego oraz innych muzeów wojennych, które mają swe uznane zasługi w kultywowaniu naszych tradycji wojskowych. Z tej właśnie racji w pełni popieram postulat, aby nie tworzyć kolejnego muzeum chwały polskiego oręża. Z tego samego względu uważam, że Muzeum II Wojny Światowej niektóre wątki lub wydarzenia powinno jedynie sygnalizować, unikając w ten sposób niepotrzebnych kolizji z muzeami fachowymi, specjalizującymi się w określonej problematyce. W Polsce swoje prawa obywatelskie mają różne instytucje zajmujące się pamięcią II wojny światowej – od wspomnianych już przeze mnie pomników-miejsc pamięci, przez Muzeum Powstania Warszawskiego, aż po Muzeum Historii Polski i Muzeum Historii Żydów Polskich – i pluralizm ten należy zachować. Internacjonalny charakter planowanego Muzeum II Wojny Światowej uważam za nieunikniony. Z woli okupanta znaczna część ofiar masowej Zagłady umęczona została na naszej ziemi. Byli to jednak w ogromnym procencie nie nasi obywatele. Trzeba sobie zupełnie wyraźnie powiedzieć, że np. większość ofiar Auschwitz pochodziła z Węgier, Słowacji, Niemiec, Austrii, Francji czy Holandii, a nie z Polski. Jest to miejsce pamięci zobowiązujące dla całego świata, a zarazem miejsce zobowiązujące nas wobec całego świata do pamięci o wszystkich ofiarach. Dlatego nie powinniśmy tworzyć muzeum, które mówiłoby wyłącznie o cierpieniach narodu polskiego. Nie wolno nam lekceważyć martyrologii innych narodów. Tylko muzeum o charakterze internacjonalnym może poza tym podjąć wyzwanie, jakie stanowi dziś brak jednolitej pamięci o wojnie. Jej powszechny pod każdym względem charakter jest zupełnie światu nieznany. Gdyby przeprowadzić ankietę na ulicach europejskich miast, kiedy rozpoczęła się II wojna światowa, prawdopodobnie nie wszędzie usłyszelibyśmy, że 1 września 1939 roku. Nie ma też świadomości, jak bardzo różniły się realia okupacji we wschodniej i zachodniej Europie. Francuz, Włoch, Norweg, Holender czy Belg na robotach przymusowych w Niemczech miał oczywiście dotkliwości, ale w niedzielę albo w sobotę, kiedy było wolne, chodził do miasta, nikt go nie szykanował, podlegał podobnym ograniczeniom żywnościowym jak Niemcy i nie musiał nosić litery “P” albo Gwiazdy Dawida. Był zaliczany do kategorii ludzi, podczas gdy my i inne narody wschodnie traktowani byliśmy jak podludzie, a Żydzi jak nieludzie. Taką kategoryzację świata naziści starali się zaszczepić Niemcom, ale także podbitym przez siebie narodom i pewne ślady tej “dydaktyki” widoczne są do dziś w reakcjach wielu ludzi, chociażby tych, którzy inną miarą mierzą zachód i wschód Europy. Zadaniem Muzeum II Wojny będzie takie podejście zmieniać, nie da się tego jednak uczynić inaczej, niż odwołując się do wspólnoty wojennych doświadczeń różnych narodów. Musimy bezustannie pamiętać, że muzeum nie jest tworzone dla nas, lecz dla naszych dzieci i wnuków. Dlatego trzeba myśleć w kategoriach przyszłości: co chcielibyśmy, aby pamiętano wówczas o II wojnie? Zasadniczy przekaz muzeum nie może skupiać się na potwornościach wojny, lecz powinien nieść także ładunek pozytywny. Bardzo dobra wydaje mi się zatem propozycja, aby mówić o Polskim Państwie Podziemnym i walce z okupantem innych narodów, zarówno tej zbrojnej, jak i cywilnej. Wojna była bowiem niewypowiedzianie, infernalnie wręcz straszna, ale doświadczenie walki o wolność było zarazem niewypowiedzianie wspaniałe i piękne. Choć naród polski nie składał się z samych herosów (podobnie jak żaden naród nie składa się ani z samych bohaterów, ani z samych łajdaków), nie mamy się czego wstydzić. Polacy wyszli z podniesionym czołem z ekstremalnej próby, jakiej zostali poddani podczas wojny. Kiedy niemieccy studenci zapytali mnie w połowie lat 80. w Monachium, na jakiej podstawie Polacy uważali, że mają szansę wygrać II wojnę światową, opowiedziałem im: bo my mieliśmy rację. Tym młodym ludziom myślenie w kategoriach racji moralnych nie przychodziło wtedy w ogóle do głowy, a ich polscy rówieśnicy podczas wojny nie mieli na ogół żadnych wątpliwości, że zło zostanie pokonane. Chciałbym więc, aby młodzi Europejczycy zwiedzający za parę lat Muzeum II Wojny Światowej opuszczali je z przekonaniem, że o swoje ideały warto walczyć. Prof. Machcewiczowi i jego współpracownikom należy pogratulować odwagi, jakiej wymagało podjęcie się zadania zaprojektowania, a następnie stworzenia Muzeum II Wojny Światowej. Wbrew głosom pesymistów ufam, że cel ten będzie można osiągnąć. Opracowana przez nich koncepcja programowa stanowi z pewnością bardzo dobrą przymiarkę do dalszych prac koncepcyjnych. Na pewno też merytorycznego wsparcia nie odmówią temu projektowi najwybitniejsi historycy II wojny światowej z Polski i zagranicy. Także ja swą skromną osobą będę wspierał ideę tego muzeum.

*Opracowanie “Muzeum II Wojny Światowej – zarys koncepcji programowej” Pawła Machcewicza i Piotra M. Majewskiego oraz zapis dyskusji historyków, która odbyła się 6.10.2008 r. w Warszawie, opublikuje grudniowy “Przegląd Polityczny”

Władysław Bartoszewski, 86 lat, b. minister spraw zagranicznych, obecnie pełnomocnik premiera Tuska ds. dialogu międzynarodowego. Jeden z największych współczesnych autorytetów współczesnych. Więzień Auschwitz, żołnierz AK, współorganizator Rady Pomocy Żydom “Żegota”, uczestnik Powstania Warszawskiego. Po wojnie działacz opozycji niepodległościowej, skazany, 6,5 roku w więzieniu. Wybitnie zasłużony w dziele pojednania polsko-niemieckiego. Przewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej.

I commenti sono chiusi.