Krzysztof Skubiszewski (1926-2010)
Zmarł Krzysztof Skubiszewski
Rotfeld: Strata dla polskiej dyplomacji
Rzeczpospolita, map 08-02-2010
Śmierć prof. Krzysztofa Skubiszewskiego to wielka strata dla polskiej dyplomacji – powiedział były szef MSZ Adam D. Rotfeld. Jak podkreślił, rola i znaczenie tego, co dokonał Skubiszewski, w miarę upływu czasu będą wzrastać.
Rotfeld wspominał, że poznał Skubiszewskiego w czasie studiów.
- Profesor Skubiszewski był recenzentem kilku moich prac, w tym pracy doktorskiej. Ani on, ani ja nie przypuszczaliśmy, że odegra w historii polskiej dyplomacji tak ważną rolę – powiedział.
Zdaniem Rotfelda, premier Tadeusz Mazowiecki dokonał właściwego wyboru powierzając w 1989 roku funkcję szefa dyplomacji Skubiszewskiemu.
- Podjął tę decyzję świadom tego, że jest to powszechnie szanowany, jeden z najwybitniejszych znawców prawa międzynarodowego nie tylko w Polsce, ale i w Europie – podkreślił.
- Kierunek, jaki profesor Skubiszewski nadał polskiej polityce zagranicznej, okazał się sprawdzony przez następne dwadzieścia lat – dodał.
Rotfeld zwrócił uwagę, że Skubiszewski jako szef dyplomacji stworzył podstawy formalno-prawne polityki zagranicznej naszego kraju zawierając porozumienia z wszystkimi sąsiadami Polski.
- Zadbał również o to, żeby Polska była obecna w czasie rozmów w Paryżu dotyczących zjednoczenia Niemiec – zaznaczył.
- Był człowiekiem, który miał niespożytą energię. Budził ogromne zaufanie wśród polityków – powiedział Rotfeld.
Skubiszewski zmarł w poniedziałek rano w Warszawie. Był ministrem spraw zagranicznych w latach 1989-1993 i znawcą prawa międzynarodowego. Miał 83 lata.
Skubiszewski był szefem dyplomacji w latach. 1989-1993. W 2002 roku został członkiem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych.
Działał m.in. w “Solidarności” oraz Wielkopolskim Klubie Politycznym “Ład i Wolność”.
Tekę ministra spraw zagranicznych w rządzie Mazowieckiego otrzymał 13 września 1989 r. Później funkcję szefa polskiej dyplomacji pełnił w rządach Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego oraz Hanny Suchockiej – do października 1993 r., pozostając politykiem bezpartyjnym.
W listopadzie 1990 r. wraz z ówczesnym ministrem spraw zagranicznych RFN Hansem Dietrichem Genscherem podpisał traktat graniczny dotyczący uznania granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Rok później podpisany został traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.
Wraz z ówczesnymi ministrami spraw zagranicznych: Niemiec Hansem Dietrichem Genscherem i Francji Rolandem Dumas, zainicjował w latem 1991 r. współpracę w ramach Trójkąta Weimarskiego, jako forum trójstronnych konsultacji politycznych
Był autorem prac naukowych z dziedziny prawa międzynarodowego, doktorem honoris causa kilku uniwersytetów, kawalerem wielu odznaczeń polskich i międzynarodowych, w tym Orderu Orła Białego.
————–
Suchocka: Główny konstruktor konkordatu
Rzeczpospolita, map 08-02-2010
Wspaniała postać, główny konstruktor konkordatu – tak zmarłego Krzysztofa Skubiszewskiego wspominała ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, była premier Hanna Suchocka.
Suchocka, która była premierem w latach 1992-1993 i w której rządzie pracował Skubiszewski, podkreśliła, że jej współpraca z nim była wspaniała. Przypomniała, że znała go od lat 60., kiedy wykładał na Wydziale Prawa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie studiowała.
- Zachowałam jego obraz w oczach jako młodego docenta uniwersytetu, który był znany z tego przede wszystkim, że jeździł i wykładał na uniwersytetach zagranicznych – mówiła była premier.
Przywołując tamte czasy, zauważyła, że profesor Skubiszewski był “osobą niezależną, która miała swoje własne poglądy i która znajdowała się w trudnej sytuacji w okresie realnego socjalizmu”.
Wspomniała także wykłady, jakie prowadził w kościele dominikanów na temat praw człowieka.
- A potem przyszło mi pracować z panem ministrem Skubiszewskim i był to dla mnie wielki zaszczyt. Ja sama prosiłam go o to, aby został ministrem w moim rządzie, bo miałam do niego wielkie zaufanie. On się wahał, bo już był trochę zmęczony latami pracy w różnych rządach, ale zdecydował się pozostać – powiedziała Suchocka.
Zaznaczyła następnie: “to on był głównym konstruktorem konkordatu, który za mojego rządu podpisaliśmy” (28 lipca 1993 roku).
- Była to jedna ze wspaniałych postaci w naszej historii – podkreśliła Suchocka.
——————–
“Gazeta Wyborcza”: pozostanie w polskiej historii
Gazeta Wyborcza, 2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 05:05
Profesor Krzysztof Skubiszewski był twórcą polskiej suwerennej polityki zagranicznej. Stał się od pierwszej chwili mocnym filarem mojego rządu. Szybko przekonałem się, że istnieje między nami pełna zbieżność poglądów na to, jak tę politykę należy prowadzić – wspomina na łamach “Gazety Wyborczej” Tadeusz Mazowiecki. Zdaniem byłego premiera, chodzi zwłaszcza o czas gdy byliśmy pierwsi i jeszcze samotni w rozpoczynających się w 1989 r. przemianach w Europie, i później – gdy szło o kształtowanie ciągle jeszcze niepewnej, ale nowej konstrukcji europejskiej. Tę politykę umacniała także osobista klasa i styl postępowania ministra Skubiszewskiego, który u wszystkich partnerów bliskich i dalekich budził uznanie dla swoich kompetencji i wielkiej kultury, jaka go cechowała. “Ten styl wpajał polskiej dyplomacji, którą trzeba było budować od nowa” – pisze Tadeusz Mazowiecki w “Gazecie Wyborczej”.
———————-
Skubiszewski – pierwszy dyplomata
Bartosz T. Wieliński, Gazeta Wyborcza 2010-02-09
Jako szef polskiej dyplomacji Krzysztof Skubiszewski wierzył w polsko – niemiecką wspólnotę interesów. Po 20 latach historia przyznała mu rację
Prof. Krzysztof Skubiszewski nominowany na szefa MSZ w rządzie Tadeusza Mazowieckiego 12 września 1989 r. wchodzi do pałacyku ministerstwa przy Foksal. Nazajutrz rząd ma zostać zaprzysiężony. Skubiszewski w Warszawie nie ma jeszcze gdzie mieszkać. Będzie nocował w pałacyku, na kanapie na piętrze. Ledwie przekroczył próg, dzwoni telefon. Na linii Bonn.
Szef zachodnioniemieckiej dyplomacji Hans -Dietrich Genscher chce rozmawiać o obywatelach NRD, którzy przez Odrę uciekają do Polski, do warszawskiej ambasady RFN. – Będziecie ich odsyłać? – pyta Niemiec. To pierwsza dyplomatyczna rozmowa w karierze profesora.
Skubiszewski i Mazowiecki mają problem. Między krajami obowiązuje porozumienie o odsyłaniu złapanych zbiegów. Enerdowcy domagają się jego respektowania, podobno kilka osób już im wydano. Naciska na to kontrolowane przez komunistów MSW. Za Odrą zbiegów czeka proces i nawet osiem lat odsiadki. Skubiszewski odmawia. Uciekinierzy bez przeszkód docierają do Warszawy. Potem specjalnymi pociągami ruszają do RFN. Skubiszewski i Genscher będą odtąd przyjaciółmi.
- Profesor mówił, że mamy mimo wszystko wspólnotę losu. Kilka lat wcześniej Niemcy wysyłali do Polski miliony paczek z żywnością. W1989r. mogliśmy się za to zrewanżować -mówi Marek Prawda, wówczas działacz Komitetu Obywatelskiego, dziś ambasador RP w Berlinie. To Skubiszewski przyjął go do pracy w dyplomacji. -Był przekonany, że bliskie stosunki z Niemcami są kluczowe, jeśli Polska ma znaleźć sobie w Europie nowe miejsce -mówi Prawda. Dwa tygodnie temu do ambasady zaprosił Niemców, którzy 20 lat temu uciekali przez Odrę. O ówczesnym polskim ministrze mówili w samych superlatywach. Sam Skubiszewski z powodu choroby do Berlina nie przyjechał.
Minister od spraw przełomowych
4 września 1989r. Skubiszewski nie usłyszał od Mazowieckiego propozycji objęcia teki szefa MSZ, tylko polecenie. Słowa premiera: “proponuję panu stanowisko ministra”, były grzecznościową formułką. Skubiszewski wił się, wskazywał godniejszych kandydatów. Premier nie chciał ustąpić. PZPR domagała się swojego szefa dyplomacji. Aby wyrwać komunistom to stanowisko, Mazowiecki potrzebował kandydata, którego zaakceptuje prezydent Jaruzelski. A ten Skubiszewskiego znał. Profesor w drugiej połowie lat 80. zgodził się wejść do powołanej przez Jaruzelskiego Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa. Chciał w ten sposób wpływać na władze, by w obliczu kryzysu PRL poszły na ustępstwa wobec opozycji. W stanie wojennym Skubiszewski działał w prymasowskiej Radzie Społecznej. W “Solidarności” był tylko szeregowym członkiem. Od lat 50. był związany z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie studiował, a potem wykładał prawo międzynarodowe. Za potępienie antysemickich czystek i inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację w1968r. przez lata odmawiano mu profesury.
Gdy we wrześniu 1989r. wchodził do gmachu MSZ, był tam jedyną niezwiązaną ze starym reżimem osobą. W resorcie ostro zamachnął się miotłą. Na miejsce zwalnianych przychodzili ludzie z uniwersytetów figurujący w “notesie Geremka”. Ze starego układu minister zostawił jednak sporo fachowców średniego szczebla. Bez nich – jak tłumaczył – nie dało się pracować. Skubiszewskiego po latach krytykowano jednak, że nie wyczyścił resortu do końca.
- Potrafił rozmawiać z europejskimi politykami. Jego elegancja była legendarna, podobnie jak erudycja. Jako prawnik międzynarodowy zdobył uznanie, zanim został ministrem -wspomina Janusz Reiter, pierwszy ambasador III RP w Niemczech, dziś prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych. Grzegorz Dziemidowicz, wieloletni rzecznik Skubiszewskiego, przypomina sobie spotkanie z szefem brytyjskiej dyplomacji Douglasem Hurdem. – Skubiszewski wykładał, jaka powinna być polityka Zachodu wobec Warszawy. Hurd tylko dopowiadał: “Tak, panie ministrze, zupełnie się z panem zgadzam”.
Tydzień po powołaniu rządu podpisał pierwszą umowę międzynarodową, o współpracy gospodarczej z EWG. Przemawiał po francusku. Rok później podczas konferencji “dwa plus cztery” poświęconej zjednoczeniu Niemiec był jedynym dyplomatą, który nie nosił słuchawek. Mówił biegle po angielsku, francusku, niemiecku i rosyjsku.
Dziennikarze z tamtych lat wspominają go jednak jako człowieka dość sztywnego. Pracę traktował jako służbę. Zrezygnował z ochrony i dodatków do pensji. Mówił, że Polska to kraj na dorobku i trzeba liczyć każdą złotówkę.
Wobec współpracowników utrzymywał dystans. Chciał wszystkiego dopilnować sam. – Potrafił w nieskończoność poprawiać teksty, nawet te, które sam napisał. Pamiętam exposé, w którym ostatnią poprawkę naniósł, odczytując je z sejmowej mównicy – mówi Dziemidowicz.
Na zachód przez Niemcy
Gdy zaczynał pracę, w Polsce stacjonowała ciągle Armia Czerwona. Rumuński dyktator Nicolae Ceausescu nawoływał do udzielenia Polsce bratniej pomocy, palił się do tego Erich Honecker. Nowy minister miał za zadanie uspokajać sojuszników.
“Skubiszewski, bezpartyjny znawca prawa, katolik, ale nie klerykał, krytyczny wobec reżimu uczony, ale nie jawny antykomunista, potrafi słuchać, ale nie daje się przegadać. Uosabia zarówno zmianę, jak i ciągłość w polskiej polityce zagranicznej” – pisał jesienią 1989 r. niemiecki tygodnik “Die Zeit”.
Sam minister w zeszłorocznym wywiadzie dla “Gazety” tłumaczył, że nie dało się następnego dnia po utworzeniu rządu Mazowieckiego wystąpić z Układu Warszawskiego. – Układ trzeba było najpierw osłabić, a później go zlikwidować – za zgodą wszystkich stron. Czyli przekonać także ZSRR, że Układ jest martwy – mówił. Krytycy rządu Mazowieckiego zarzucali mu potem, że prowadził wobec ZSRR zbyt łagodną politykę i przez pierwsze miesiące dążył do “finlandyzacji” Polski. -Bzdura. Już wtedy Skubiszewski szykował zwrot na Zachód i planował wejście do NATO. My w NRD byliśmy wobec tego sceptyczni, a on nie widział dla swojego kraju innej alternatywy. Tyle że trzeba to było robić z wyczuciem, bo na takie zmiany nie był gotowy ani Zachód, ani Moskwa – mówi Markus Meckel, działacz enerdowskiej opozycji i ostatni szef MSZ wschodnich Niemiec. Skubiszewskiego poznał w1990r., gdy w pierwszą podróż po objęciu urzędu udał się do Polski.
W lipcu 1991 r. podpis Skubiszewskiego znalazł się pod dokumentem rozwiązującym Układ Warszawski. Pół roku później rozpadł się ZSRR. Skubiszewski od zera budował stosunki z nowymi państwami. W maju 1992 r. na Kremlu na gorąco poprawiał umowę o wycofaniu wojsk rosyjskich z Polski. Chodziło o zapisy o utworzeniu polsko-rosyjskich spółek joint venture na terenie byłych sowieckich baz. Gdyby przeszły, w Polsce bez przeszkód zakładano by rezydentury rosyjskiego wywiadu i mafii. Rok później razem z prezydentem Wałęsą upili rosyjskiego prezydenta Borysa Jelcyna, dzięki czemu ten zgodził się na wejście Polski do NATO.
- Będziemy o tyle skuteczni na Wschodzie, o ile skuteczni będziemy na Zachodzie – powtarzał minister. A według niego droga na Zachód wiodła przez Niemcy. Janusz Reiter: – O konieczności nowego otwarcia w stosunkach z Niemcami mówił długo przed upadkiem komunizmu. O niemieckich zbrodniach bynajmniej nie chciał zapominać. Z historii wyciągał wniosek, że trzeba się pojednać i współpracować.
O uznanie zachodniej granicy
11 listopada 1989r. kanclerz Helmut Kohl wspólnie z Mazowieckim uczestniczyli w mszy pojednania w Krzyżowej. Świat obiegły zdjęcia polityków padających sobie w ramiona.
Problemem była jednak granica na Odrze i Nysie. Kohl po upadku muru dawał do zrozumienia, że zjednoczone Niemcy ją uznają. Oficjalnie nie chciał tego jednak potwierdzić, bo bał się reakcji konserwatywnego skrzydła swojej partii – CDU. Wypędzeni i konserwatyści z Bawarii głośno dopominali się wówczas, by kwestię granic otworzyć, domagać się od Polski odszkodowań za mienie, a nawet negocjować zwrot części Śląska i Pomorza. W ogłoszonym przez Kohla dziesięciopunktowym planie zjednoczenia Niemiec o granicach nie było słowa. – Kohl upierał się, aby z tym poczekać. Skubiszewski był tym dotknięty. Nie obraził się jednak, tylko zabrał do roboty. A negocjatorem to on był twardym – wspomina Meckel.
O warunkach zjednoczenia Niemiec miała latem 1990r. zdecydować konferencja “dwa plus cztery” (RFN, NRD oraz USA, Wielka Brytania, Francja i ZSRR). Skubiszewski nagabywał polityków, którzy mieli wziąć udział w spotkaniu. – Chodziłem od ministra do ministra, mówiąc, że jesteśmy przychylnie nastawieni do zjednoczenia, lecz wszelka wątpliwość co do zachodniej granicy Polski powinna być usunięta – wspominał w wywiadzie dla “Gazety”. Jego upór przyniósł efekty. Polskę dopuszczono do udziału w paryskiej części konferencji poświęconej granicom. 14 listopada 1990 r. zatwierdził je polsko-niemiecki traktat. W ceremonii jego podpisania nie uczestniczył jednak Helmut Kohl. Niemiecki kanclerz ciągle obawiał się reakcji swojej partii i wysłał do Warszawy Genschera. “Podpisanie traktatu wiązało się z ciężarem naszej historii. Dlatego poprosiłem Skubiszewskiego, by odstąpić od zwyczaju i po ceremonii nie podawać napoi. To nie był czas i miejsce na szampana. Skubiszewski mnie zrozumiał” – zanotował Genscher w pamiętnikach.
Reiter: – Genscher i Skubiszewski należeli do tej samej starej szkoły. Darzyli się szacunkiem i zaufaniem. Tak wpływowych duetów w historii Europy było niewiele.
W1991 r. w Weimarze Genscher i Skubiszewski wraz z szefem francuskiego MSZ Rolandem Dumasem założyli Trójkąt Weimarski – forum, na którym Francja i Niemcy miały pomagać Polsce integrować się z Zachodem.
Berlin do końca był adwokatem Polski w drodze do UE. Trójkąt nie spełnił jednak pokładanych w nim nadziei – głównie dlatego, że przestali się nim interesować Francuzi. W 2006 r. nie udała się próba jego odnowienia. Na szczyt do Weimaru nie pojechał prezydent Lech Kaczyński. Oficjalnie z powodu choroby, nieoficjalnie z powodu złośliwej satyry zamieszczonej przez niszowy niemiecki dziennik. Skubiszewski oraz siedmiu jego następców publicznie skrytykowało za to Kaczyńskiego. W odwecie Antoni Macierewicz z PiS nazwał ich “sowieckimi agentami”. Kaczyński na te słowa nie zareagował.
Jak wszyscy wybitni Polacy, Skubiszewski nie uniknął nikczemnych zarzutów. W 1992 r. był ofiarą nagonki lustracyjnej, jego nazwisko znalazło się na liście Macierewicza. Nie odpowiadał na oskarżenia prawicy, że ulegał szantażowi Niemców, którzy mieli wiedzieć o jego rzekomych powiązaniach z komunistyczną bezpieką.
W 1991r. wynegocjował traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Oskarżano go, że dokument pomijał drażliwe tematy, jak np. rezygnację przez Niemcy z odszkodowań za pozostawione nieruchomości. -Wynegocjowaliśmy tyle, ile było możliwe -mówi Reiter. Historia przyznała mu rację. Wypędzeni, którzy walczyli o odszkodowania, w 2008 r. polegli przed Trybunałem w Strasburgu. Szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach straciła w Berlinie grunt pod nogami.
Trójkąt Weimarski znowu nabiera zaś znaczenia. Na początku lutego ministrowie ds. europejskich Polski, Francji i Niemiec spotkali się w Warszawie. Zapowiedzieli, że Trójkąt ma, tak jak to widzieli Skubiszewski i Genscher, stać się jądrem zjednoczonej Europy.
Ośmielił się być mądry
Skubiszewski jako minister pracował dla czterech rządów: Mazowieckiego, Bieleckiego, Olszewskiego i Suchockiej. – Był fachowcem. Nie bawił się w polityczne gierki, był lojalny. W1993r. mógł zostać sędzią Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. Zrezygnował, bo musiałby odejść z rządu. Byłby wówczas kolejnym ministrem opuszczającym rząd Suchockiej. To zaś podkopałoby pozycję pani premier – wspomina Dziemidowicz. Rząd po zwycięstwie SLD w wyborach jesienią 1993 r. upadł, a Skubiszewski odszedł z polityki. Współpracownicy pożegnali go albumem z dedykacją: “Temu, który ośmielił się być mądry”.
Skubiszewski przeniósł się wówczas do Hagi. Został przewodniczącym międzynarodowego trybunału ds. roszczeń Iran -USA, który rozstrzygał spory między Amerykanami a Iranem. Ostatnio prowadził kilkanaście spraw. Planował spisanie pamiętników. -Muszę wrócić do Warszawy, bo tam jest archiwum MSZ. Zakończę tylko jeszcze sprawy, które rozpocząłem – mówił “Gazecie”.


Commenti