Print This Post Print This Post

Henryk Giedroyc (1922-2010)

Dziś w nocy, 21 marca 2010 roku, zmarł w Domu „ Kultury”, w Maisons-Laffitte Henryk Giedroyc. Miał 88 lat.
M. Henryk Giedroyc s’est etteint cette nuit, à l’age de 88 ans, à la maison Kultura, à Maisons-Laffitte.
———————
Zmarł Henryk Giedroyc
Teresa Torańska, Gazeta Wyborcza 2010-03-22
W nocy z soboty na niedzielę zmarł w Paryżu w wieku 88 lat brat Jerzego Giedroycia, założyciela paryskiej “Kultury”. W ostatnich latach kierował Instytutem Literackim w Maisons-Laffitte.
Dla starszego brata był “Dudkiem”. Dzieliła ich cała epoka – 16 lat. Nic więc dziwnego, że Jerzy Giedroyc traktował go od początku prawie jak syna. I wprowadzał w życie. Dudek z właściwą sobie autoironią opowiadał czasami, jak to Jerzy, wtedy już redaktor Buntu Młodych, zabierał go nastolatka w Wielki Piątek, czyli w ścisły post obowiązujący w domu, na rybkę do knajpy. Oraz jak to Jerzy czuwał, by Dudek nie popadł w złe towarzystwo i nie dokonał niewłaściwego politycznego wyboru.
Kiedy Dudek był uczniem gimnazjum, brat Bolesława Piaseckiego dał mu znaczek Falangi. Wpiął go sobie w mundurek i poszedł odwiedzić Jerzego. Jerzy mieszkał wtedy na Brzozowej w Warszawie. Leżał na kanapie założony gazetami i bardzo mu się znaczek nie spodobał. “Zrobiłem Dudkowi – opowiadał później Giedroyc – dziką awanturę”. Nie była to prawda. Jerzy nie potrafił podnieść głosu na nikogo. Potrafił tylko źle spojrzeć. A potem osobiście udał się do Bolesława Piaseckiego, by go uprzedzić, że nie wyraża zgody, by jego młodszy brat brał udział w jakichkolwiek oenerowskich imprezach i zażądał, by go do swojej organizacji nie próbował wciągać. W ten sposób – piontował opowieść Giedroyc – poznałem Bolesława Piaseckiego, szefa przedwojennej Falangi.
Henryk urodził się w Warszawie w 1922 roku. Chodził do gimnazjum im. Zamoyskiego. Kiedy wybuchła wojna, Jerzy – wyjeżdżając z Warszawy – zabrał go za zgodą rodziców do Rumunii. Tam umieścił go w gimnazjum. Dudek zdał maturę w Bukareszcie i zaczął studiować geologię. Zrobił też międzynarodowe prawo jazdy, które bardzo mu się potem przydało w wojsku. Po zlikwidowaniu polskiej ambasady w Bukareszcie bracia wyjechali do Turcji, następnie do Palestyny, gdzie zaciągnęli się do Brygady Karpackiej. Jerzy redagował pismo “Za kierownicą”, a Dudek robił w brygadzie za kierowcę z cenzusem. Razem walczyli pod Tobrukiem i razem przeszli do Drugiego Korpusu. Jerzy pracował w wydziale propagandy, a Dudek w redakcji “Polski Zbrojnej.” Wojnę zakończyli we Włoszech. Dudek jako plutonowy podchorąży.
Henryk otrzymał stypendium i podjął studia na politechnice w Turynie. Ich drogi na kilka lat rozdzieliły się. Jerzy założył “Kulturę” i przeniósł się do Maisons-Laffitte. Henryk zaliczył I rok politechniki i musiał – wraz z całym Korpusem Andersa, który ewakuowano do Anglii – przenieść się do Londynu. Nie otrzymał stypendium na kontynuację studiów i poszedł pracować do fabryki lodów. Żartował potem, że kręcił lody u Lyon’sa.
W 1952 roku Jerzy ściągnął go do “Kultury”. Henryk został kierownikiem jednoosobowej administracji.
I znowu był najmłodszy. Od Zofii Hertz o 11 lat, od Zygmunta Hertza – o 14. Nawet dla odwiedzających był nie “Panem Henrykiem”, ale “Panem Dudkiem”. Wyglądał zresztą mimo upływających lat bardzo młodzieńczo. Smukły, wysportowany, szybki w ruchach, do tego elegancki, dowcipny, zawsze pogodny, i bardzo dyskretny i oszczędny w komentarzach. Był powszechnie lubiany. Miał w “Kulturze” własną niezależną pozycję, którą wszyscy domownicy szanowali. Henryk w “Kulturze” nie mieszkał, ale pracował. Jak zdyscyplinowany urzędnik przyjeżdżał do pracy na godzinę 9-tą, wypełniał swoje obowiązki i o 17-tej wyjeżdżał do siebie do domu. Mieszkał w Paryżu, ożenił się, miał swoich znajomych i jeździł normalnie na urlopy. Przeważnie na ulubioną wyspę na Balearach, a zimą do Bolonii do rodziny żony, na wielkie żarcie – jak mówił. W dworku w Maisons-Laffite miał jednak własny pokój na I piętrze, między sypialniami pani Zofii i pana Jerzego. Używał go z żoną, kiedy oboje z żoną zjeżdżali do “Kultury” na święta.
Leda była Włoszką. Umówili się, że w domu będą, dla podtrzymania języka, rozmawiać po angielsku. Przy ludziach rozmawiali z sobą po włosku i po francusku. Często dwoma językami naraz. Henryka bardzo bawiło mieszanie języków. Dobrze znał także angielski, rozumiał rosyjski, trochę niemieckiego. Miał niezwykłą łatwość uczenia się języków i przechodzenia w nowy język. Stanowili bardzo zgraną parę, świetnie rozumiejącą się. Jej choroba, a potem śmierć była dla niego ciosem. Coraz częściej zostawał w Maisons Laffitte. Żeby zostać na stałe. Jerzy Giedroyc mówił zawsze: po mnie Instytutem Literackim zajmie się Zosia Hertz i Henryk. Zajmował się do końca. Od śmierci Zofii Hertz w 2003 roku sam. Pracowicie, bez rozgłosu i przez jak w całym życiu – nie eksponując własnej osoby. Odszedł ostatni z rodu Giedroyciów. I na nim zamknęła się epopea Kultury.

Lascia un comento

 

 

 

Puoi usare questi tag

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>