Su Witold Pilecki, infiltrato ad Auschwitz
Marco Patricelli (ur.1963) jako pierwszy we Włoszech zainteresował się historią i postacią rotmistrza Witolda Pileckiego, który z własnej woli dał się zamknąć w 1940 r. w obozie Auschwitz, by organizować tam ruch oporu. Zbiegł w 1943 r., walczył w Powstaniu Warszawskim. Był autorem pierwszych na świecie raportów o Holokauście. Schwytany w 1947 r. jako emisariusz gen. Andersa został skazany na śmierć przez władze komunistyczne i zamordowany w 1948 r.
Książka nosi tytuł „Il Volontario” (Ochotnik) – Editori Laterza, 303 str., 20 euro. Historię Pileckiego autor rzucił na bardzo starannie i wnikliwie opisane tło polskiej rzeczywistości, historii i polityki tamtych lat. Innym walorem książki jest żywy język i wartka narracja.
Patricelli jest profesorem historii współczesnej uniwersytetu w Chieti i Pescarze, a równocześnie dziennikarzem „Il Tempo”. Dotychczas napisał 12 książek.
Z autorem w Rzymie rozmawiał Piotr Kowalczuk: Jak Pan wpadł na ślad historii Witolda Pileckiego?
Półtora roku temu. Pojechałem na spotkanie z Andrzejem Wajdą w związku z premierą filmu „Katyń”. Poszedłem przy okazji do IPNu i zupełnie przypadkiem natknąłem się na tę nieprawdopodobną historię. Absolutnie sensacyjne było dla mnie to, co zrobił Pilecki i co się z nim potem stało, ale jeszcze bardziej sensacyjne wydało mi się to, że świat o tym nie wie. Natychmiast więc, jeszcze w Warszawie, postanowiłem, że muszę napisać książkę o Pileckim. Wróciłem do Włoch i jeszcze tego samego dnia zadzwoniłem do mojego wydawnictwa „Laterza”. Zamówili książkę na pniu. Według mnie historię Pileckiego powinna znać cała Europa. Wszyscy. I pewnie znaliby, gdyby Pilecki był Amerykaninem, Francuzem czy Anglikiem. Z pewnością byłby bohaterem jakiejś wielkiej hollywoodzkiej produkcji.
Dlaczego Pana zdaniem nikt we Włoszech się dotychczas historią Pileckiego nie zainteresował?
We Włoszech do czasu upadku Muru Berlińskiego wszystko za żelazną kurtyną było jak marmolada tego samego smaku. Nikt nie starał się dostrzec różnic. Nikogo kraje tam leżące, ich historia, nie obchodziły. Zresztą do dziś we Włoszech mówi się, że Polska to kraj Wschodu. Tymczasem Polska leży w środku Europy. W 2004 r., inaczej niż się o tym do dziś we Włoszech pisze, Polska nie „weszła do Europy”. Polska wróciła do Europy. Zawsze w niej w była. I odegrała ogromną rolę. Jako historyk nie potrafię zrozumieć dlaczego w Europie praktycznie nikt nie wie o tym, że Sobieski uchronił Europę przed islamem – Europę, nie tylko Wiedeń – a potem Polska Piłsudskiego zatrzymała sowiecką nawałę. Przecież to jest część historii Europy, naszych wspólnych europejskich korzeni, a nie tylko część historii Polski. Każdy Europejczyk powinien o tym wiedzieć, a nie wie. To dla mnie niepojęte.
Teoria spiskowa mówi, że we Włoszech prawda o zbrodniach komunistycznych ze względów ideologicznych za sprawą włoskiej lewicy, jej wpływów w świecie nauki i kultury przebija się ciężko. Dlatego ponoć filmy „Katyń” i „Popiełuszko” nie doczekały się profesjonalnej dystrybucji i reklamy. Może podobnie było z Pileckim, zamordowanym przez polskich komunistów?
Nie wiem tego. Jeśli to prawda, byłoby to bardzo groźne. Ale powiem tak: we Włoszech z powodów idelogicznych manipulowano historią nie raz. Z jednej strony jeszcze do niedawna panował tu mit o „dobrym włoskiem kolonizatorze”. Dopiero od niedawna zaczęło się mówić o potwornych włoskich zbrodniach w Afryce, później w Jugosławii. Z drugiej – kilkanaście tysięcy Włochów wymordowanych przez partyzantów Tity w rejonie Triestu było z powodów ideologicznych i wpływów lewicy tematem tabu przez kilkadziesiąt lat. Choć to nie do wiary, pamięć tych pomordowanych czci się we Włoszech dopiero od 2004 roku! Więc rozumiem te podejrzenia.
Cztery lata temu we Włoszech wyszła książka Frediano Sessi „Auschwitz 1940-45”. Nie ma w niej słowa o Pileckim, za to jest sporo o roli Józefa Cyrankiewicza, czyli zgodnie z zakłamaną polską propagandą komunistyczną. Czy zdaniem Pana to efekt intelektualnego lenistwa czy ideologicznego zaślepienia?
Myślę, że i jedno i drugie, ale nie chcę oceniać innych.
Dzięki Pana książce o Pileckim napisały niedawno wszystkie najważniejsze włoskie dzienniki, było kilka programów w telewizji. Czy tylko dlatego, że to tak sensacyjna historia?
Oprócz dramatycznej historii losów Pileckiego chyba po raz pierwszy Włosi dowiedzieli się, że Auschwitz to był nie tylko obóz zagłady Żydów. We Włoszech, jak i niemal wszędzie zagranicą, Auschwitz równa się shoah. Nikt nie wie, że ginęli tam rownież Polacy, że organizowali ruch oporu. W ogóle o wielkim polskim ruchu oporu w czasie wojny we Włoszech wie się bardzo mało. Włosi niestety nie znają historii Polski.
Jest Pan profesorem historii współczesnej na Uniwersytecie w Chieti i Pescarze. Czy włoska młodzież interesuje się tą historią?
Z moich obserwacji wynika, że bardzo. Problem w tym, że w szkołach raczej zniechęcają uczniów do historii. Nauczają jej jak ciąg dat i lista nazwisk. Tymczasem wszystko zależy od tego jak się tę historię pokazuje. Moi studenci są pełni entuzjazmu. Naturalnie staram się im otworzyć oczy również na historię Polski czy zdarzeń związanych z Polską. I wielu pisze prace magisterskie właśnie z historii Polski. Ostatnie seminaria poświęciłem zbrodni katyńskiej i armii generała Andersa.
Na pewno w związku z wydaniem książki jeździ Pan na spotkania autorskie. Jak Włosi reagują na historię rotmistrza Pileckiego?
Nie biorę udziału w promocji własnej książki. Napisałem ją w poczuciu misji, jako hołd pamięci Pileckiego, niejako po to, by przywrócić Go pamięci. Robię co innego: odwiedzam włoskie szkoły średnie i opowiadam uczniom o Pileckim. Słuchają z otwartymi ustami. Jest totalna cisza. A kiedy nie zdążę przed dzwonkiem, to uczniowie zostają i błagają, żebym dokończył.
A skąd u Pana zainteresowanie historią Polski? Sześć lat temu napisał Pan książkę „Papierowe lance. Jak Polska doprowadziła Europę do wojny” (Le lance di cartone. Come la Polonia porto’ l’Europa alla guerra – Utet, Torino).
Na początek konieczne wyjaśnienie: Tytuł jest prowokacyjny. Broń Boże nie obwiniałem Polski o rozpętanie wojny. A moje osobiste zainteresowanie historią Polski zaczęło się bardzo wcześnie. Ukoćzyłem też konserwatorium w klasie fortepianu. Więc zaczęło się oczywiście od Chopina. Moim zdaniem nie można dobrze grać Chopina nie znając historii Polski. On swoją muzyką opowiada też historię Polski. Potem studiowałem prawo i napisałem pracę z historii dyplomacji, w pewnym stopniu dotyczącą i Polski. I skończyłem jako profesor historii.


Commenti