Print This Post Print This Post

Sulla PRL che non faceva uscire i polacchi dal Paese

PRL. Wsiąść do pociągu byle jakiego – i wyjechać
Adam Leszczyński, Gazeta Wyborcza, 2011-02-17
PRL – kraj, który niektórych obywateli wyrzucał za granicę, innych wypychał, a większości nie wypuszczał – nie był krajem normalnym. Dziś – kiedy do wyjazdu nie potrzeba nawet paszportu – łatwo o tym zapomnieć.
Latem 1950 r. Biuro Paszportów Zagranicznych (proszę zwrócić uwagę na to wyjęte z realiów stalinowskiego ZSRR sformułowanie: “paszport zagraniczny” – jak gdyby w Polsce były jakieś inne) z dumą informowało władze partyjno-państwowe: “wielu członków [partii] i bezpartyjnych wieczorami i w święta pracowało ofiarnie w myśl rozkazów kierownictwa [ ]. Wysłano w teren do petentów 13 tys. listów odmów”. Odmawiano oczywiście paszportów, czyli prawa do opuszczenia granic Polski Ludowej.
Nowa książka warszawskiego historyka Dariusza Stoli* (pracującego, co wypada w tym miejscu zdradzić, w tym samym Instytucie Studiów Politycznych PAN, co niżej podpisany) to coś znacznie więcej niż pierwsze studium migracji z kraju komunistycznego. To kawał historii społecznej PRL, pokazującej, jak bardzo był to kraj skomplikowany – totalitarny i paternalistyczny, ale momentami zaskakująco liberalny, często ideologiczny, ale niekiedy w cyniczny sposób racjonalny, często bezwzględny dla obywateli, ale niekiedy ustępujący przed ponawianymi przez lata prośbami o wyjazd. Czysty, przejmujący metafizyczną grozą totalitaryzm był specjalnością radziecką; przynajmniej od końca stalinizmu u nas panowała inna jego odmiana.
Mimo to aż do rewolucji “Solidarności” Polska Ludowa traktowała swoich obywateli jako strategiczny zasób gospodarczy – siłę roboczą – i dlatego nie chciała ich wypuszczać, o ile nie było to konieczne. Władze żywiły bardzo racjonalne przekonanie, że wielu obywateli PRL z zagranicy nie chciałoby wrócić. W szczytowym okresie stalinizmu wydawano kilkadziesiąt pozwoleń na prywatne wyjazdy rocznie (na liczący wtedy prawie 30 mln obywateli kraj!). Każdy uciekinier – pisze Stola – “był ścigany bez względu na koszty. W czerwcu 1953 r. w pościg za zbiegiem przy granicy z NRD włączono 646 żołnierzy, pięć psów i 16 samochodów”. Paszport można było dostać tylko w jednym miejscu – zatrudniającym zaledwie kilkadziesiąt osób biurze w Warszawie.
To był – nie ma dyskusji – totalitaryzm. Po 1956 r. sytuacja się jednak bardzo skomplikowała. PRL prowadził swoją politykę emigracyjną, chociaż nigdy jej nie ogłaszał – wytyczne w sprawie wydawania paszportów były ściśle tajne, a prawo sformułowano tak, że pozwalało odmówić każdemu. Czasami PRL się otwierał, a czasami przykręcano śrubę – a obywatelom pozostawało zgadywać i cierpliwie pisać podania (czasami też szukać dojść albo dawać łapówki)…
… Książka Stoli jest ciekawa także dlatego, że została napisana w znacznej mierze na podstawie akt IPN – z których jednak historyk nie korzystał w sposób naiwny. Nie tylko konfrontował je z innymi archiwami. Stola wie, że biurokracja rządzi się swoimi regułami – że zawsze są sprawy, których w raportach dla zwierzchników nie dostrzega, i takie, o których zwyczajnie kłamie przełożonym (bo to dla urzędnika wygodniejsze). Stąd np. ciągłe pytania o wiarygodność statystyk migracyjnych. Ostateczny szacunek – że PRL w latach 1949-89 opuściło ok. 2 mln ludzi – jest przez to bardzo wiarygodny… Leggi tutto.
————-
*Dariusz Stola, Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1949-1989, wyd. IPN oraz Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 2010, s. 535

Lascia un comento

 

 

 

Puoi usare questi tag

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>